Inni jako sens życia
Kilka razy powtarzałem banalną prawdę, że zarówno stwierdzenie, iż inni są naszym piekłem, jak i stwierdzenie, że inni są naszym sensem życia, są prawdziwe. Tym razem powtarzam to raz jeszcze, ponieważ to, co mnie teraz przy życiu trzyma, to przyjaźń wspaniałych ludzi i zainteresowanie czytelników tym, co robię.
Nie robię niczego wielkiego, a wiśniowy sad, który dostarczał ludziom konfitur, nie jest już mój. Kiedy piszę, zazwyczaj podpieram się obserwacjami mądrzejszych ode mnie, częściej wybieram i tłumaczę, uznając, że to moje pisanie zbyt mało wnosi.
Przeniesienie się ze starego programu na Substacka spowodowało znaczący spadek liczby czytelników, chociaż każdego dnia przybywają nowi.
Wcześniej tak znaczący spadek czytelników odnotowaliśmy po 7 października 2023 roku, kiedy zrezygnowaliśmy z tekstów o nauce i religii, koncentrując się na polityce, głównie na sprawach Bliskiego Wschodu i dementowaniu kłamstw o Izraelu. Mieliśmy poczucie, że gwałtownie zmienia się obraz świata i że teraz nie ma ważniejszej sprawy.
Znikający czytelnicy skłonili któregoś dnia Małgorzatę do pytania, przy jakiej liczbie czytelników trzeba będzie się poddać, przestać się wygłupiać i zamknąć sklep.
Odpowiedziałem wówczas, że to nie jest sklep, że sklep musi zarabiać i kiedy znikają klienci, właściciel bankrutuje. Nam bankructwo nie grozi, więc możemy to robić tak długo, jak długo starczy nam sił.
Oczywiście pozostaje pytanie: po co? To nasze widzenie świata jest próbą świadectwa. Mylimy się, jak wszyscy, nieustannie szukamy lepszych metod sprawdzania faktów, prezentujemy opinie, z którymi zgadzamy się w całości lub w części. Obraz świata jest zawsze zdeformowany – raz bardziej, raz mniej – więc te próby świadectwa są zawsze zmaganiami nie tylko z oczywistym złem, ale również z tym, co może okazać się własnymi złudzeniami.
Śmierć Małgorzaty zostawiła mnie samego, potęgując poczucie niepewności, pozbawiając możliwości codziennych krytycznych dyskusji. Ale „Listy z naszego sadu” trwają i próbuję je redagować tak, jakby Małgorzata nadal była obok mnie.
Dlaczego to wszystko piszę? Ponieważ potrzebna mi pomoc tych, którzy uważają te moje wysiłki za interesujące, a może nawet jakoś tam ważne. Krótko mówiąc – zależy mi na Waszym subskrybowaniu i polecaniu tej strony.
Subskrypcja nie oznacza konieczności płacenia. Tam są opcje. Kto czuje „wolę bożą” – płaci, większość subskrybuje bez płacenia, a to oznacza, że nowe teksty otrzymują na swoją skrzynkę pocztową. Staram się zachować dawny rytm – dwa teksty dziennie, żeby nie przeładować. Te dwa teksty przychodzą automatycznie do każdego subskrybenta. Są również Notatki, gdzie trafiają zarówno dialogi z Hili, jak i krótkie notki z wydarzeń bieżących. (Notatki nie są przesyłane do skrzynek subskrybentów, więc trzeba je sobie sprawdzać samodzielnie).
Kończę zatem ten mój apel znanym hasłem znanego człowieka: Nie lękajcie się.
Subskrybujcie, polecajcie, krytykujcie, dyskutujcie. Krytyka i dyskusja są tu szczególnie ważne. Chwilami mam wrażenie, że mieszkam w krainie monologów i banalnych komentarzy – albo chwalących, albo wybrzydzających. Mam wrażenie, że sztuka przyjacielskich dyskusji, wspólnych rozważań, zmarła i nie udaje się jej przywrócić do życia.