Antysemici wszystkich stron łączą się


Andrzej Koraszewski 2025-12-11


Niespodziewanie dowiedziałem się, że istnieje Dziennik Trybuna. Próbowałem dojść, z jakim też ludem łączy się ta „Trybuna”, ale tylko intuicja mi podpowiada, że raczej z tym od Zandberga niż tym od Czarzastego. Tak czy inaczej, naczelny owej „Trybuny” informuje, że „Razem” mogłaby, że tak powiem, zlać się z „Nową Lewicą” i stworzyć jeden lud wzniosłej miłości do Palestyny.


O „Trybunie” zrzeszającej sieroty po Andropowie dowiedziałem się przypadkiem, bowiem polecono mi lekturę eksperta nad ekspertami, doktora Radosława Skowrona, który to doktor prawa (rzekomo konstytucjonalista) pisze na łamach „Trybuny” o smutnym milczeniu polskiej dyplomacji wobec żydowskiego okupanta bogu ducha winnych Palestyńczyków. W artykule pod tytułem „Cztery wesela i pogrzeb polskiej dyplomacji wobec Palestyny” pisze ów doktor praw o „izraelskiej etnokracji”, że popełnia ludobójstwo, okupację i gettoizację, a polska dyplomacja nic.


Doktor Skowron nie wspomina słowa „Hamas”, nie wspomina Bractwa Muzułmańskiego ani islamu. Październik kojarzy mu się tylko z opinią doradczą MTS wydaną 22 października 2025, która – jak pisze – stwierdza, że:

„Izrael, jako okupant: ma obowiązek zadbać, aby Palestyńczycy mieli dostęp do prądu, wody, jedzenia, paliwa czy lekarstw; musi umożliwić niesienie pomocy humanitarnej przez agendy ONZ oraz inne organizacje międzynarodowe i państwa trzecie; ma obowiązek chronić lekarzy i personel medyczny na okupowanych terytoriach; nie może dokonywać przymusowych deportacji i przesiedleń; nie może blokować przedstawicielom Międzynarodowego Czerwonego Krzyża kontaktu z palestyńskimi więźniami; czy wreszcie, że nie może stosować głodzenia cywili jako metody prowadzenia działań zbrojnych.”

Łka Skowron głosem wielkim, że polska dyplomacja nie podchwyciła tej melodii, a przecież mogła.


Dalej zawodzenie jest tylko głośniejsze. Bo już w zeszłym roku Zgromadzenie Ogólne ONZ orzekło, że obecność Izraela na terenach okupowanych jest nielegalna, a polska dyplomacja też nie wkroczyła, nie potępiła stanowczo.


Ale to jeszcze nic.

Przed haskim Trybunałem od końca 2023 r. toczy się przeciwko Izraelowi postępowanie wszczęte na wniosek Republiki Południowej Afryki. Rząd w Pretorii uważa, że Tel Awiw dopuścił się w strefie Gazy zaplanowanego i systematycznego ludobójstwa.

Czy może Skowron wiedzieć, że rząd RPA jest bliskim sojusznikiem Hamasu, że sędzia Julia Sebutinde dwukrotnie przedstawiała zdanie odrębne, w którym prezentowała argumenty prawne wskazujące, że MTS nie powinien w ogóle wniosku RPA rozpatrywać, że w procesie rozpatrywania tego wniosku popełniono wiele błędów, że nie wzięto pod uwagę dokumentów przedstawionych przez stronę izraelską i nie uwzględniono wszystkich okoliczności?


Chyba się pan „ekspert” specjalnie tym postępowaniem nie interesował i prawdopodobnie nie zna nawet brzmienia dwóch orzeczeń MTS, bo jakoś nie wspomina, że Trybunał zaledwie stwierdził, iż rząd RPA mógł mieć podstawy do złożenia takiego wniosku i że istnieje obawa, iż Izrael może popełnić ludobójstwo (w czasie przyszłym).


Nie dość, że polska dyplomacja nie poparła RPA, to teraz ku zgrozie Skowrona odmówiła poparcia Nikaragui.

Przed MTS toczy się obecnie inne postępowanie dotyczące ludobójstwa w Palestynie – tym razem zainicjowane przez Nikaraguę. Tamtejszy rząd zarzucił Niemcom naruszenie konwencji w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa. Berlin miał się tego – zdaniem wnioskodawcy – dopuścić poprzez dostarczanie Tel Awiwowi pomocy politycznej, militarnej i finansowej, która miała, za niemiecką wiedzą, zgodą i aprobatą, wspierać ludobójstwo Palestyńczyków. W kwietniu ubiegłego roku Trybunał odmówił wydania w sprawie postanowień zabezpieczających.

Byłby zaledwie ucieszny ten ekspert z Trybuny lewicowego ludu, gdyby nie pamięć 1968 roku, kiedy tabuny takich ekspertów grasowały nie tylko w Trybunie Ludu, Żołnierzu Wolności, Prawie i Życiu, ale również w dziesiątkach lokalnych organów prasowych PZPR.


Radosław Skowron to lustrzane odbicie Grzegorza Brauna. W sprawie Żydów nacjonalista i internacjonalista w jednym stoją domu. (Co nawiasem mówiąc, przyznał Adrian Zandberg w rozmowie z Grzegorzem Braunem, mówiąc, że w tej jednej sprawie się zgadzają. A ponieważ Zandberg jest zerem jako polityk, a Braun zerem jako reżyser, więc dla obu TA jedna sprawa jest najważniejsza). Tadeusza Walichnowskiego, Ryszarda Gontarza, Kazimierza Kąkola, Klaudiusza Hrabyka i całej hordy podobnych typów spod ciemnej gwiazdy nikt już nie pamięta, ale – jak widać – duchowe potomstwo pozostawili obfite.


Problem nie jest oczywiście ograniczony do naszego zaścianka – zgoła przeciwnie – to, co kiedyś przyszło nad Wisłę z Moskwy, podniecając w 1968 roku ówczesnych Gontarzy i Kurów, teraz płynie z „wielkiego świata” i rajcuje Skowronów.


Uniwersytet w Göteborgu przeprowadził pod kierunkiem profesora Christera Mattsona interesujące badania nad semantycznymi wariacjami antysemityzmu. Dużej próbie (9 tysięcy respondentów) z Szwecji, Wielkiej Brytanii i USA zadano pytania o stosunek do typowo antysemickich stereotypów. Pytania były identyczne, ale połowa badanych otrzymała ankiety ze słowem „Żyd”, a połowa ze słowem „syjonista”.


Wyniki przekroczyły wszelkie oczekiwania, a już z całą pewnością nie zdołałby tego przewidzieć ani „ekspert” Dziennika Trybuna, ani redaktorzy Gazety Wyborczej, Polityki czy Rzeczpospolitej, TOK FM czy innej redakcji z głównego ścieku.


W trzech krajach (będących niedoścignionym wzorem dla polskiej kawiarni) badani odrzucali twierdzenie, że Żydzi są mściwi, nieuczciwi lub że kontrolują media. (Poparcie takich twierdzeń wahało się między 5–10 procent badanych). Kiedy jednak słowo „Żydzi” zostało zastąpione słowem „syjoniści”, poparcie tych samych stereotypów rosło do 50 procent.

„Wyniki badania pokazują, że współczesny antysemityzm często wyraża się poprzez retorykę antysyjonistyczną, co czyni go społecznie akceptowalnym, mimo że zachowuje ten sam spiskowy charakter” – powiedział profesor Mattson w wywiadzie dla JNS.

Czytelnik dostaje kaszkę manną Grzegorza Brauna w semantycznym opakowaniu Skowrona, Grupińskiej, Urzędowskiej, Stefanickiego czy Agnieszki Zagner. Strawa jest ta sama, ale połyka się łatwiej.


Teoretycznie nad Wisłą powinniśmy bez trudu dostrzec oczywisty fałsz i czysto antysemicki charakter antysyjonistycznej propagandy, ale okazuje się, że to tylko teoria. Wygląda na to, że Europejczuk tak bardzo chce być Europejczykiem, że z pocałowaniem ręki kupi brunatną ideologię od londyńskich, paryskich czy brukselskich sprzedawców sprzedających towar we właściwym, internacjonalistycznym opakowaniu.