Peter Beinart: zlinczowany i wykluczony
Dwudziestego lutego 1922 roku, towarzysz Włodzimierz Lenin — po przegranej w wyborach do Zgromadzenia Ustawodawczego, które miało zalegitymizować jego bolszewicką rewolucję z listopada 1917 roku, po przeżyciu kilku zamachów na swoje życie (najgłośniejszy z nich miał miejsce 30 sierpnia 1918 r.), po buntach chłopskich, powstaniu w Kronsztadzie i fiasku swojej polityki gospodarczej — napisał list do Dymitra Kurskiego, Ludowego Komisarza Sprawiedliwości.
Żądał w nim „zaostrzenia represji wobec politycznych wrogów reżimu sowieckiego”, które miało się odbyć poprzez „organizację serii pokazowych procesów” prowadzonych „systematycznie, zdecydowanie i z determinacją”. Zarzuty? Propagowanie zbrojnej walki przeciwko państwu sowieckiemu.
Na ławie oskarżonych zasiadło wówczas 33 członków opozycyjnej Partii Socjalistów-Rewolucjonistów, w tym Abraham Gots — Żyd, podobnie jak wielu innych oskarżonych: Michaił Gendelman, Lew Gersztejn czy Jewgienija Ratner-Elkind. Głównym organizatorem tego procesu pokazowego — i późniejszych, jeszcze bardziej znanych stalinowskich czystek — był Jakow Agranow, również Żyd.
Agranow przez 15 lat specjalizował się w wyszukiwaniu „wrogów ludu” wśród intelektualistów piętnowanych za rzekomą antyradziecką postawę. Przypisuje mu się powiedzenie: „Jeśli nie ma wroga, trzeba go stworzyć, oskarżyć i ukarać.” Sam Agranow został rozstrzelany 1 sierpnia 1938 roku jako „wróg ludu”.
Sto lat po tym pierwszym pokazowym procesie, Peter Beinart przyznał się do własnego „błędu”.
Czym był ten błąd? Wystąpieniem na uniwersytecie w Tel Awiwie 25 listopada 2025 roku.
Publiczne ukorzenie
Beinart skłonił głowę w geście zawstydzenia, gdy Palestyńska Kampania na rzecz Akademickiego i Kulturalnego Bojkotu Izraela (PACBI) potępiła jego decyzję wystąpienia w Tel Awiwie i wezwała go, by „natychmiast odwołał ten niemoralny i nieuzasadniony udział, który – niezależnie od treści – może jedynie posłużyć do wybielania niewypowiedzianych zbrodni popełnionych przez Izrael i jego instytucje, w tym Uniwersytet w Tel Awiwie, wobec rdzennych Palestyńczyków”.
Jego publiczna skrucha była zbyt długa, by ją w całości przytoczyć, ale oto kilka fragmentów:
„Popełniłem poważny błąd... Miałem nadzieję na więcej rozmów z Izraelczykami, aby wyjaśnić, dlaczego uważam, że Izrael dopuścił się ludobójstwa w Gazie i dlaczego wierzę, że żydowska supremacja jest fundamentalnie zła... Pozwoliłem, by pragnienie tej rozmowy przesłoniło moją solidarność z Palestyńczykami... Jak zauważyli Noura Erakat i inni, są sposoby na rozmowę z Izraelczykami, które nie łamią wytycznych BDS i nie podważają zbiorowego wysiłku na rzecz walki z opresją... Gdybym wcześniej bardziej wsłuchał się w głosy Palestyńczyków, zrozumiałbym to wcześniej. Wstyd mi przyznać się do tak poważnego błędu. Żałuję tej decyzji — była to porażka w ocenie sytuacji. Przepraszam.”
„Współsprawca” czy „ofiara”?
Już 21 października 2023 roku — trzy tygodnie po inwazji Hamasu („Powódź Al-Aksa”) i aktach mordów, gwałtów, podpaleń i porwań w południowym Izraelu — Beinart stwierdził, że Hamas „obecnie reprezentuje palestyński opór”, nie dodając do tego żadnej refleksji moralnej. Raz po raz usprawiedliwiał najgorsze przejawy muzułmańskiego antysyjonizmu, stając się propagatorem antyżydowskich postaw progresywnej lewicy. Żyjąc jednak we własnym świecie iluzji, sam padł ofiarą linczu ze strony pro-palestyńskich „przyjaciół”. (W poprzednim felietonie opisałem atak Nerdeen Kiswani na jego osobę.)
Przypomnijmy: Kiswani twierdzi, że „syjoniści to naziści”.
Ekspertka od historii Związku Radzieckiego, Izabella Tabarovsky, skomentowała atak Kiswani jako „przypomnienie, że historia jewsekcji [sowieckich wydziałów do spraw żydowskich] zawsze kończy się tak samo. Dla tych, którzy odrzucają samą ideę żydowskiej tożsamości narodowej, żaden Żyd nigdy nie będzie wystarczająco antysyjonistyczny... Są rugani za te resztki więzi z żydowskością, które mu jeszcze pozostały.”
Beinart, upokorzony i bojący się utraty pseudo-przyjaciół, których zgromadził przez lata prowadząc platformę Open Zion, sam siebie stawia przed sądem. Proces pokazowy trwa.
Czy coś mu to dało?
Potępienie z wszystkich stron
Palestyński dziennikarz Ali Abunimah stwierdził, że Beinart „arogancko zignorował [wezwania, by nie przemawiał w Izraelu]. Trudno to nazwać inaczej niż próbą ratowania własnej pozycji rynkowej po miażdżącej fali krytyki wobec jego świadomej decyzji o złamaniu wyraźnej linii protestu.” (Słowo „rynkowy” ma tu oczywiste odniesienia do stereotypów: Żydzi i pieniądze.)
Kiswani w odpowiedzi na wyjaśnienie Beinarta, dlaczego pojawi się w „ziemi syjonistów” (to mój termin), napisała:
„W tzw. antysyjonistycznych (samozadowolonych) przestrzeniach żydowskich panuje plaga syjonizmu i normalizacji. Ci ludzie piszą książki, zgarniają honoraria, podróżują po świecie i opowiadają o swojej moralnej wyższości, uznając tylko absolutne minimum.”
Dodała, że Beinart to „syjonista. Wciąż to powtarzam. Nie interesuje go sprawiedliwość — tylko to, by wyglądać na moralnie lepszego, przy okazji zarabiając na naszej walce. Ten facet naprawdę wierzy, że jego 'jedyny w swoim pokoleniu' mózg przekona morderców dzieci, żeby odnaleźli sumienie.”
Później napisała:
„Peter nieustannie okazuje brak szacunku dla społeczności, które rzekomo wspiera, szczególnie Palestyńczyków, a potem za to przeprasza. Co mają teraz do powiedzenia ci, którzy go bronili, skoro nawet on przyznaje, że się mylił?”
Palestyński pisarz Mohammed El-Kurd oskarżył Beinarta, że jest „arogancki, podstępny i zarabia na wojnie”, dodając, że wie, iż „za kilka lat przeprosi za to, gdy już się na tym wzbogaci – bo zawsze tak robił”.
Indyjska aktorka i modelka Sana Saeed uznała nową książkę Beinarta za „niesmaczną” i „moralnie odrażającą”, twierdząc, że „stawia tożsamość sprawców ludobójstwa popełnionego na Palestyńczykach na pierwszym miejscu w opisie ich ludobójstwa”, i zastanawiała się, dlaczego ludzie nie zorientowali się wcześniej, „kim naprawdę jest Beinart, gdy szerzył kłamstwa o masowych gwałtach i mówił, że jest rozczarowany Palestyńczykami, bo nie potępili ich”.
Nieliczni w obronie
Zaskakująco, James Zogby, założyciel i prezes Arab American Institute, stanął w obronie Beinarta:
„Ten atak na Beinarta nie tylko jest błędny – on jest głupi. … Dziś [Beinart] odważnie kwestionuje ustalony, proizraelski konsensus, zmuszając wielu do przemyślenia swoich poglądów.”
Podobnie Issa Amro, palestyński działacz z Hebronu, napisał:
„Znam go jako jednego z najszczerszych przyjaciół i najwierniejszych sojuszników narodu palestyńskiego. Jego głos, odwaga i działania sprawiły, że okupacja stała się bardziej kosztowna. … Dziękuję ci, Peter, że stoisz po właściwej stronie historii.”
Własna wina
Być może Beinart zbilansował zyski i straty, rozważył je i postanowił spuścić głowę w pokorze. Ale, jak pokazują powyższe cytaty – to mu nie pomoże. Zostanie politycznie i towarzysko rozstrzelany. Pokazowy proces trwa nadal.
Pozostaje tylko, byśmy my, syjoniści, dopilnowali, by pozostał na dobrowolnym wygnaniu z żydowskiej wspólnoty. Niech nie wraca. Podjął decyzję: „Palestyna”. Niech teraz cieszy się gorzkimi owocami rośliny, którą długo podlewał.
Link do oryginału: Peter Beinart: Pummeled and purged - JNS.org
JNS, 30 listopada 2025
Yisrael Medad - urodzony w USA izraelski dziennikarz i pisarz, były dyrektor Menachem Begin Heritage Center. Osiadł w Izraelu w 1970 roku, działając od tamtego czasu w izraelskiej polityce, w mediach i w oświacie.