Marksistowsko-islamska wojna światowa przeciwko cywilizacji Zachodu
Marksistowsko-islamskie prześladowania chrześcijan w Chinach i Afryce to ostrzeżenie dla nas wszystkich.
W zeszłym miesiącu komunistyczne Chiny przeprowadziły największą w swojej historii akcję represji wobec chrześcijan. Naloty w Pekinie, Szanghaju i ośmiu innych miastach oznaczają początek eskalacji działań, gdy paranoiczny reżim Xi postanawia zatrzymać wzrost liczby chińskich chrześcijan.
Choć reżim twierdzi, że oficjalna liczba chrześcijan w Chinach wynosi mniej niż 50 milionów, szacuje się, że faktyczna liczba przekracza już 100 milionów. Większość chińskich chrześcijan unika oficjalnych, państwowych kościołów i działa w podziemiu.
Naloty oraz aresztowania pastorów i wiernych w „kościołach podziemnych”, które nie są zarejestrowane i nie podlegają kontrolowanym przez Komunistyczną Partię kościołom, to kolejny krok chińskiej dyktatury w kierunku spowolnienia i podporządkowania sobie lawinowego wzrostu chrześcijaństwa — które od czasów zimnej wojny wzrosło z 1 miliona do ponad 100 milionów wiernych.
Jeśli tempo to się utrzyma, liczba chińskich chrześcijan może osiągnąć 300 milionów do 2050 roku.
Internet — mimo cenzury — tylko przyspieszył rozwój chrześcijaństwa. Społeczeństwo, któremu odebrano sens i cel życia, doskonale świadome korupcji swych przywódców i pustki ideologii komunistycznej, w którą nie wierzą już nawet komuniści, zwraca się ku wierze religijnej. A reżim komunistyczny robi to, co potrafi najlepiej.
Komunistyczne władze Chin prowadzą naloty na „kościoły podziemne” i próbują powstrzymać propagowanie religii online, ostrzegając, że nawet internetowe kazania mogą być wygłaszane wyłącznie przez oficjalnie licencjonowanych duchownych. Jednak dynamiczny wzrost chrześcijaństwa po zakończeniu rewolucji kulturalnej wskazuje, że represje nie powstrzymają chińskich chrześcijan.
Podczas gdy komunistyczny reżim w Chinach nasilał represje wobec chrześcijan, muzułmanie kontynuowali masakry chrześcijan w Nigerii, które osiągnęły już rozmiary ludobójstwa.
Tego lata, po publikacjach Front Page Magazine, Charlie Kirk zamieścił na Twitterze nasz przekaz:
„Czy wiedziałeś, że w ciągu ostatnich 15 lat w Nigerii muzułmanie zamordowali 125 tysięcy chrześcijan i zniszczyli 19 tysięcy kościołów? Dziwne, że nikt o tym nie mówi. Ciekawe dlaczego.”
Prezydent Trump zapowiedział, że podejmie działania wobec nigeryjskiego reżimu, jeśli masakry chrześcijan się nie zakończą. To znacząca zmiana względem administracji Obamy, która umożliwiła początek tego ludobójstwa, zastępując wybranego w wyborach chrześcijańskiego prezydenta muzułmańskim dyktatorem.
Ale po ostrzeżeniu Trumpa, Chiny i Nigeria zjednoczyły się we wspólnym froncie poparcia dla ludobójstwa chrześcijan.
Chińskie ministerstwo spraw zagranicznych wydało oświadczenie, w którym stwierdziło:
„Jako kompleksowy partner strategiczny Nigerii, Chiny stanowczo sprzeciwiają się jakimkolwiek próbom wykorzystywania religii i praw człowieka jako pretekstu do ingerencji w wewnętrzne sprawy innych państw, grożenia im sankcjami i użyciem siły.”
Media i eksperci od polityki zagranicznej celowo nie powiązały faktów: dwa kraje, w których chrześcijanie są prześladowani, wspólnie występują przeciwko amerykańskim próbom ochrony chrześcijan. Ale ta „czerwona-zielona” sojusz staje się szybko dominującym paradygmatem geopolitycznym.
To wojna światowa naszych czasów.
Sojusz marksistowsko-muzułmański stanowi zagrożenie zarówno narodowe, jak i globalne dla świata chrześcijańskiego. Państwa i ruchy muzułmańskie oraz marksistowskie robią wszystko, by powstrzymać rozwój chrześcijaństwa, prześladować chrześcijan znajdujących się pod ich władzą oraz najeżdżać i kolonizować chrześcijańskie kraje. To rozległa globalna kampania cywilizacyjna, która odbywa się nie tylko tuż za rogiem, w naszych narodach i społecznościach, ale również na całym świecie.
Nawet w sytuacji, gdy wciąż trwają dyskusje o tym, czym właściwie jest polityka zagraniczna oparta na zasadzie „America First”, musimy zrozumieć, że sojusz czerwono-zielony między marksizmem a islamem kieruje swój gniew na Amerykę nie dlatego, że jesteśmy duzi i bogaci, ale dlatego, że chce nas zniszczyć ideologicznie – niezależnie od tego, jaką politykę zagraniczną przyjmiemy i jak bardzo będziemy ich usiłować udobruchać.
Wstawanie w obronie chrześcijan prześladowanych przez komunizm i islam nie tylko stanowi wyraz naszych najlepszych wartości, ale jest również aktem samoobrony. Po upadku ZSRR wielu ekspertów twierdziło, że świat nie jest już zdominowany przez dwa bloki, ale przez złożone, nakładające się interesy narodowe, które można pogodzić i zharmonizować poprzez wielostronne, globalistyczne instytucje. Inni opowiadali się za całkowitym wycofaniem się Ameryki z globalnej sceny.
Po 11 września i towarzyszących mu radykalnych lewicowych protestach, zarówno globaliści, jak i izolacjoniści nie dostrzegli, że to, co się wydarzyło, nie było tylko islamskim zamachem terrorystycznym i nie miało nic wspólnego z naszą polityką zagraniczną. Był to raczej punkt kulminacyjny sojuszu marksistowsko-islamskiego, gdy lewicowcy zaczęli manifestować poparcie dla islamskich terrorystów – w Afganistanie, Iraku, Jemenie, Gazie czy gdziekolwiek indziej – a przeciwko nam.
Sojusz marksistowsko-muzułmański – czy to w formie zamieszek ulicznych, czy w ramach BRICS – kształtuje nowy porządek światowy, którego celem jest rozmontowanie cywilizacji zachodniej. A chrześcijaństwo postrzegane jest jako awangarda i stabilizująca siła tej znienawidzonej cywilizacji. Dlatego właśnie wojna z chrześcijanami w Afryce czy Chinach, w Europie czy na Bliskim Wschodzie, to w istocie wojna z nami wszystkimi.
Ta wojna nie rozgrywa się na poziomie abstrakcji zła lewica, dobra prawica. W świecie, w którym Tucker Carlson zaprasza na antenę marksistowskiego przedstawiciela nigeryjskich islamistów, odpowiedzialnych za mordy chrześcijan, by ten negował ludobójstwo w Nigerii, albo gości Jeffreya Sachsa – urzędnika ONZ, który chwalił komunistyczne Chiny i był finansowany przez George’a Sorosa – by ten potępiał Amerykę, staje się jasne, że nie wszyscy po prawej stronie mają odwagę przeciwstawić się Chinom i muzułmańskim mordercom chrześcijan.
Niektórzy z tych, którzy podają się za ludzi prawicy, chętnie pójdą im nawet na rękę.
W wojnie między marksizmem, islamem a cywilizacją chrześcijańską, każdy, kto nie jest gotów przeciwstawić się prześladowcom i mordercom chrześcijan, jest zdrajcą – nie tylko tego kraju, ale całej cywilizacji.
Walka z „czerwono-zielonym sojuszem” marksizmu i islamu to kluczowy konflikt naszej epoki. To batalia, która zadecyduje, czy cywilizacja zachodnia w ogóle przetrwa.
Link do oryginału: https://jihadwatch.org/2025/11/the-marxist-islamic-world-war-against-western-civilization
Jihad Watch, 29 listopada 2025
Od redakcji „Listów z naszego sadu”
Od ludobójczego prześladowania chrześcijan odwraca oczy katolicki papież, odwracają oczy protestanccy biskupi, odwracają oczy ateistyczni dziennikarze i politycy. Czy ateista powinien reagować na prześladowania ludzi za wiarę, którą uważa za przesądy? To zależy, czy ten ateizm jest związany z światopoglądem opartym na wartościach humanizmu i tolerancji, czy jest bardziej zbliżony do ateizmu Feliksa Dzierżyńskiego.