Dzień Solidarności ONZ pomija żydowskich uchodźców


Liat Collins 2025-11-30



Dwa lata po inwazji Hamasu z 7 października 2023 roku obchodzenie Międzynarodowego Dnia Solidarności z Narodem Palestyńskim, przy jednoczesnym ignorowaniu tego, co spotkało Izrael i społeczność żydowską, jest szczególnie uderzające.

Organizacja Narodów Zjednoczonych obchodzi „Międzynarodowy Dzień Solidarności z Narodem Palestyńskim”. Data – 29 listopada – nie została wybrana przypadkowo. To właśnie 29 listopada 1947 roku ONZ przyjęła plan podziału Palestyny, który doprowadził do powstania państwa Izrael. Świat arabski odrzucił ten plan i wypowiedział wojnę rodzącemu się państwu żydowskiemu, licząc na jego szybkie unicestwienie. To jest właśnie początek „Nakby” – palestyńskiej „katastrofy”.

Wybranie tej konkretnej daty i upamiętnienie wyłącznie jednej strony konfliktu – tej, która rozpoczęła wojnę – jest nie tylko cyniczne. To manipulacja, przekształcanie narracji. Co więcej, celowo pomija się drugą połowę tej historii. Dlatego 30 listopada Izrael upamiętnia wypędzenie ponad 800 000 Żydów z krajów arabskich i muzułmańskich, którzy przybyli do Izraela. To najbardziej zapomniani uchodźcy Bliskiego Wschodu.


Dwa lata po inwazji Hamasu i masakrze z 7 października 2023 roku obchodzenie solidarności z Palestyńczykami, przy całkowitym ignorowaniu tego, co spotkało Izrael i świat żydowski, jest szczególnie rażące.


Dzięki temu, że ONZ przyznała Palestyńczykom „wieczny status uchodźcy”, ich liczba wzrosła przez ponad 70 lat z około 750 000 do ponad pięciu milionów. Tak wygląda rzeczywistość wobec oskarżeń o „ludobójstwo” ze strony Izraela.


Ale co się stało z Żydami?


Żydzi, którzy kiedyś żyli w świecie muzułmańskim, praktycznie zniknęli. W takich miejscach jak Algieria czy Libia – niegdyś siedzibach tętniących życiem społeczności żydowskich – nie został ani jeden Żyd. W Jemenie liczba Żydów spadła z ponad 55 000 w 1948 roku do zaledwie kilku dziś – wliczając w to biednego Lewiego Salema Musę Marhabiego, który od 2016 roku przebywa w więzieniu Huti za pomoc w przemycie zwoju Tory do Izraela.


Oprócz wypowiedzenia wojny nowo powstałemu państwu żydowskiemu w 1948 roku, świat arabski zemścił się również na Żydach żyjących wśród nich poprzez brutalne zamieszki i antyżydowskie represje. Według danych izraelskiego MSZ: „[Od 1948 roku]: Z Afryki Północnej uciekło 259 000 Żydów z Maroka, 140 000 z Algierii, 100 000 z Tunezji, 75 000 z Egiptu i 38 000 z Libii. Na Bliskim Wschodzie: 135 000 Żydów zostało wypędzonych z Iraku, 55 000 z Jemenu, 34 000 z Turcji, 20 000 z Libanu, 18 000 z Syrii. Iran wypędził 25 000 Żydów.”


Innymi słowy – Żydzi padli ofiarą czystki etnicznej. A wraz z ich odejściem zniknęły tysiące lat żydowskiego dziedzictwa, historii i kultury.


Żydzi zaczęli osiedlać się na przyszłych terenach arabskich już po podboju Królestwa Judy przez Babilończyków. Chodzi o „Judeę” – ponad 2500 lat zanim pojawił się termin „Zachodni Brzeg”. Wiele rodzin sefardyjskich, mizrachijskich, perskich i jemeńskich mieszkało w Ziemi Izraela przez stulecia, ale większość przybyła po 1948 roku, a Żydzi z Iranu w dużej mierze po rewolucji islamskiej w 1979 roku.


Tysiące rakiet i śmiercionośnych dronów w ostatniej wojnie zostały wystrzelone z Iranu, Jemenu, Iraku, Libanu i Syrii – wszystkich krajów, które niegdyś miały kwitnące społeczności żydowskie.


Uwaga międzynarodowa koncentruje się niemal wyłącznie na trudnej sytuacji Palestyńczyków żyjących w Gazie i Libanie. Dziesiątki tysięcy Izraelczyków – Żydów i nie-Żydów – którzy zostali zmuszeni do opuszczenia swoich domów z powodu ostrzału rakietowego i groźby inwazji, są ledwie wspominane.


To, że Izraelczycy są traumatyzowani przez dwa lata ciągłego biegania do schronów, zdaje się nie interesować mediów międzynarodowych. A może redakcje celowo pomijają ten temat, bo nie pasuje do przyjętej narracji, w której wyłącznie Palestyńczycy są ofiarami (wojny, którą ich przywódcy rozpoczęli i ataku, który był przez nich powszechnie świętowany).


Izraelskie dzieci – niezależnie od religii – nadal mają koszmary. Ulewne deszcze w tym tygodniu sprawiły, że wiele z nich budziło się z bijącym sercem, jakby znów trwał ostrzał rakietowy. Gdy Izraelczycy mówią o „szukaniu bezpiecznego miejsca”, nie chodzi im o przestrzeń wolną od mikroagresji czy urazy. Potrzebujemy ostrzeżeń przed prawdziwym zagrożeniem – informacji o ludziach zgwałconych, okaleczonych, zamordowanych, spalonych żywcem lub uprowadzonych.

Co gorsza, Żydzi poza Izraelem czują się szczególnie zagrożeni na kampusach uniwersyteckich, gdzie ich prawo do bezpieczeństwa jest rutynowo naruszane.


Czytając doniesienia z Nigerii o porwaniu ponad 200 uczniów i pracowników katolickiej szkoły oraz o ataku na kościół, podczas którego wierni zostali zabici lub uprowadzeni, odbieram to osobiście. Wszyscy powinniśmy. Jeśli 7 października czegoś nas nauczył, to tego, że dzikie ataki dżihadystów na całe społeczności – z mordami, podpaleniami i uprowadzeniami – nie dzieją się „gdzieś indziej”.


Państwo Islamskie i jemu podobne organizacje nie zniknęły. Wręcz przeciwnie. Boko Haram, Huti, ISIS, Hamas, Hezbollah, Abu Sajaf, al-Szabab, Al-Kaida i inne dżihadystyczne grupy są aktywne; inne tylko czekają.


Najwięcej uwagi poświęcono Nigerii, ale podobne zbrodnie mają miejsce w Sudanie, Mozambiku, Czadzie, Mali i innych miejscach – i nie ograniczają się wyłącznie do kontynentu afrykańskiego.


Lektura tych doniesień była podwójnie bolesna – nie tylko z powodu ich treści, ale i tego, co w nich pominięto. Na przykład CNN opublikowało nagłówek: „Uzbrojeni bandyci porywają ponad 300 uczniów z katolickiej szkoły w Nigerii.” W artykule nie pojawiła się nawet sugestia, że mogli to być dżihadyści atakujący chrześcijan. Określenie „uzbrojeni bandyci” jest co prawda używane lokalnie w Nigerii, ale w zachodnich uszach brzmi niemal jak Robin Hood krzyczący „Pieniądze albo życie!”, zamiast „Allahu akbar”.


Jeśli nie nazwiesz problemu, nie jesteś w stanie się z nim zmierzyć.


Dlatego pozytywnym sygnałem jest informacja, że prezydent USA Donald Trump rozważa uznanie Bractwa Muzułmańskiego za organizację nielegalną. To nie islamofobia. Bractwo Muzułmańskie (wraz z jego odnogą Hamasem) zostało z ważnych powodów zakazane w wielu krajach arabskich.


Wzrost liczby ataków antysemickich na całym świecie po 7 października 2023 roku jest przerażający – i dla wielu dosłownie destabilizujący. Żydzi, także w krajach anglojęzycznych, rozważają wyjazd – „zostać czy wyjechać?”


Pod nagłówkiem „Ekstremistyczne prześladowania: my będziemy następni”, Nils A. Haug napisał trafny tekst dla Instytutu Gatestone:

„Małe przypomnienie: Żydzi zostali wypędzeni z Anglii w 1290 roku; z Francji w latach 1390.; z Hiszpanii w 1490.; z Sycylii pod koniec XV wieku; z Portugalii w XVI wieku; z Ukrainy w latach 1640.; z Rosji w latach 1880.; z Niemiec w latach 30. XX w.; i z różnych krajów arabskich w latach 40.–60.


„A teraz, w dekadzie 2020, gdy dane statystyczne pokazują podwójny i potrójny wzrost antysemickich incydentów na ulicach Ameryki – dokąd mają pójść Żydzi? Jedynym miejscem, które wita ich z otwartymi ramionami, jest ich ojczysta ziemia – Izrael.”


Dwa propalestyńskie protesty w tym tygodniu tylko to potwierdzają. W Nowym Jorku demonstranci zebrali się przed synagogą Park East, gdzie odbywało się wydarzenie organizowane przez Nefesh B’Nefesh, wspierające imigrację do Izraela. Protestujący, skandując hasła gloryfikujące Intifadę i przeklinając Żydów, nazwali wydarzenie „targiem werbunkowym osadników”, wspierającym „kolonizację Palestyńczyków i ich ziem”.

Nowo wybrany burmistrz Nowego Jorku, Zohran Mamdani, nie potępił jednoznacznie protestujących, którzy próbowali zablokować wejście. Według doniesień, powiedział, że synagoga „nie powinna być wykorzystywana do promowania działań naruszających prawo międzynarodowe”.


Być może uważa, że samo istnienie Izraela – „od rzeki do morza” – jest nielegalne.


Tymczasem w Londynie protestowano przed synagogą St. John’s Wood, gdzie odbywał się Dzień Aliji organizowany przez Światową Organizację Syjonistyczną, również dostarczający informacji osobom rozważającym przeprowadzkę do Izraela. Podobne protesty miały miejsce na wydarzeniach informacyjnych dotyczących nieruchomości i imigracji w Kanadzie i innych krajach.


Jednak w zeszłym miesiącu ponad 100 lekarzy wzięło udział w wydarzeniach w Australii z zamiarem dokonania aliji i podjęcia pracy w izraelskim sektorze medycznym, który cierpi na poważne braki kadrowe.


I być może w tym tkwi największa ironia. Każdy atak antysemicki, każde użycie słowa „syjonista” jako obelgi, każde nienawistne graffiti sprawiają, że kolejni Żydzi rozważają „zrobienie aliji”. Antysemici przyczyniają się do biblijnego „Zgromadzenia Wygnańców”.


To już nie tyle historia współczesnych uchodźców żydowskich, co historia powrotu – nienbawiści zakorzenionej w historii.

 

Link do oryginału: https://www.jpost.com/opinion/article-876495

Jerusalem Post, 28 listopada 2025


Liat Collins

Urodzona w Wielkiej Brytanii, osiadła w Izraelu w 1979 roku i hebrajskiego uczyła się już w mundurze IDF, studiowała sinologię i stosunki międzynarodowe. Pracowała w redakcji “Jerusalem Post” od 1988 roku. Przez wiele lat kierowała The International Jerusalem Post. Obecnie na emeryturze.