Nigeria – kolejny muzułmański atak na chrześcijan


Andrzej Koraszewski 2025-11-25

Pusta klasa w szkole pod wezwaniem Świętej Maryi w Papiri, w północnej Nigerii (Zdjęcie: zrzut z ekranu z doniesienia Al Dżaziry)
Pusta klasa w szkole pod wezwaniem Świętej Maryi w Papiri, w północnej Nigerii (Zdjęcie: zrzut z ekranu z doniesienia Al Dżaziry)

Islamscy terroryści w ubiegły piątek (21 listopada) po raz kolejny zaatakowali szkołę. Tym razem porwano kilkuset uczniów i nauczycieli. Reuters podaje liczbę 227 porwanych, Al Dżazira  303. Podobno 50 porwanych zdołało uciec. Mordy i porwania chrześcijan zdarzają się w Nigerii co kilka dni. Spalone wsie, zburzone kościoły, porywanie dziewcząt na niewolnice seksualne i porwania dla okupu. Tym razem nawet pan Papież się odezwał i obwieścił, że jest mu bardzo smutno i uprzejmie prosi o wypuszczenie porwanych. (Oczywiście nie wspomniał, że porwani to chrześcijanie a porywacze to muzułmanie, bo muzułmanom byłoby smutno.)

Nawet nasze nadwiślańskie media raczyły poinformować, że coś się stało, oczywiście unikając słowa islam lub wspominając, że sprawcami są islamiści w bezpiecznej odległości od tytułów, w których nieodmiennie używano określenia „uzbrojeni napastnicy”.      


Fakt, że mamy do czynienia z trwającym od lat ludobójstwem chrześcijan jest z całą premedytacją ukrywany, religijna motywacja islamskich fanatyków jest świadomie przemilczana. Większość informuje o odosobnionym incydencie. Nieliczni silą się na jawnie kłamliwe „wyjaśnienia”.


Wirtualna Polska w swoim serwisie wiadomości pisze nawet o fali porwań w Nigerii „wyjaśniając w dużo dalszej części doniesienia:

„Organizacja Boko Haram, od lat siejąca terroryzm na północy kraju, stara się narzucić prawo szariatu. Spośród 240 mln mieszkańców Nigerii, 53,5 proc. to wyznawcy islamu, a około 46 proc. to chrześcijanie różnych wyznań. Różnice te potęgują konflikty, w wyniku których życie codzienne wielu Nigeryjczyków staje się coraz trudniejsze.”

Czego czytelnik się nie dowie? Nie dowie się co znaczy Boko Haram, nie dowie się, że rząd, armia i policja są zdominowane przez muzułmanów i walka z „terroryzmem” jest delikatnie mówiąc niemrawa, że mordy, palenie kościołów, porwania chrześcijan  to nie jest zjawisko ograniczone do jednego afrykańskiego kraju, że jest to planowa działalność wyraźnie widoczna w większości krajów muzułmańskich i całkowicie zgodna z nakazami Koranu i praktyką dżihadu.
      

Nadwiślańscy „dziennikarze” zaledwie papugują od dawna po części ideologicznie zdegenerowane, a po części przekupione zachodnie autorytety. Na wygłoszoną 6 listopada (a więc przed tym najnowszym porwaniem) przez prezydenta Trumpa groźbę pod adresem rządu Nigerii, że jeśli prześladowania chrześcijan nie ustaną Stany Zjednoczone mogą podjąć jakieś (bliżej nie określone) działania, BBC zareagowała artykułem: Are Christians being persecuted in Nigeria as Trump claims? (Czy chrześcijanie są rzeczywiście tak prześladowani jak twierdzi Trump?). Odpowiedź tej nadającej do setek milionów ludzi rozgłośni jest rozbrajająca:

Prezydent USA Donald Trump wystosował kolejne groźby wobec Nigerii, ostrzegając, że kraj ten może stać się celem ataku, jeśli jego rząd „nadal będzie pozwalał na zabijanie chrześcijan”.


W opublikowanym na platformie Truth Social nagraniu zapowiedział, że „zrobi z Nigerią rzeczy, które się jej nie spodobają” oraz że „wkroczy do tego obecnie skompromitowanego kraju z pełną siłą”. Jednak zainteresowanie Białego Domu tą sprawą nie pojawiło się znikąd.


Od miesięcy działacze i politycy w Waszyngtonie twierdzą, że islamscy bojownicy systematycznie atakują chrześcijan w Nigerii.


Jednak jak ustaliło BBC, część danych, na których opierają się te twierdzenia, jest trudna do zweryfikowania.
(Pogrubienie moje – A.K.)


We wrześniu popularny prezenter telewizyjny i komik Bill Maher zaostrzył ton, określając sytuację jako „ludobójstwo”.


Odnosząc się do działalności grupy Boko Haram, stwierdził: „od 2009 roku zabili ponad 100 tysięcy osób, spalili 18 tysięcy kościołów”.


Podobne dane zyskują również popularność w mediach społecznościowych.


Rząd w Abudży odrzucił te oskarżenia, nazywając je „rażącym przeinaczeniem rzeczywistości”.


Nie zaprzeczył, że w kraju dochodzi do aktów śmiertelnej przemocy. Jednak przedstawiciele władz podkreślili, że „terroryści atakują wszystkich, którzy odrzucają ich morderczą ideologię – muzułmanów, chrześcijan i osoby bez wyznania”.


Inne organizacje monitorujące przemoc polityczną w Nigerii twierdzą, że liczba chrześcijan, którzy zginęli, jest znacznie niższa, a większość ofiar dżihadystycznych grup to muzułmanie.

Nawet nie proponuję porównania tego „wyjaśnienia” z formą przekazywanych przez Hamas danych o „cywilnych ofiarach w Gazie”. Warto raczej zastanowić się nad pytaniem, czy ta formuła „informowania” wynika tylko z partyjnej niechęci do Trumpa, czy z pogardy dla czarnych ofiar, czy z niechęci do chrześcijaństwa jako takiego, czy ze strachu lub osobliwej miłości do islamu?


Nie, Bil Maher nie jest pierwszym dziennikarzem mówiącym o trwającym od lat ludobójstwie chrześcijan w świecie islamu. Nie jest tak, że weryfikacja danych jest niemożliwa. Tak, dane na temat liczb zamordowanych chrześcijan (tak w Nigerii jak i w innych krajach muzułmańskich) są różne, ale nieodmiennie mamy do czynienia z setkami tysięcy ofiar. BBC kłamie również, że większość ofiar to muzułmanie. Tak muzułmanie giną w tych atakach. Giną ci, którzy są nie dość muzułmańscy, giną ci, którzy próbują chronić swoich chrześcijańskich sąsiadów, a ze szczególnym okrucieństwem mordowani są ci, którzy odchodzą od tej odrażającej religii.


Czy można te wyczyny dziennikarzy głównego nurtu zachodnich mediów nazwać rasizmem laickiej lewicy? Jako ateista od pewnego czasu nie mam już w tej sprawie żadnych wątpliwości. Socjolodzy i antropolodzy mogą badać fenomen tej dziennikarskiej (i nie tylko dziennikarskiej) socjopatologii w poszukiwaniu przyczyn tej rasistowskiej epidemii.