Arabska dysydentka w Krakowie
Konferencji Europejskiego Stowarzyszenia w Krakowie media nie zauważyły – może dlatego, że prezydent Nawrocki przesłał uczestnikom list, a może dlatego, że była tam arabska syjonistka. Jakby powiedział Kubuś Puchatek: z mediami jak z pszczołami – nigdy nie wiadomo.
Tak czy inaczej, jak donosi Jerusalem Post:
Prezydent Polski Karol Nawrocki przywitał delegację Europejskiego Stowarzyszenia Żydowskiego (EJA) w liście odczytanym w poniedziałek (3.11) wieczorem przez sekretarza stanu Wojciecha Kolarskiego w hotelu Hilton.
Nawrocki zwrócił uwagę na związek tematyczny między Nocą Kryształową – nazistowską, sponsorowaną przez państwo falą terroru wobec Żydów, która miała miejsce 83 lata temu w listopadzie – a działaniami EJA, mającymi na celu ostrzeżenie przed szokującą nową falą nienawiści wobec Żydów. Zachęcił rabinów, aktywistów i dziennikarzy obecnych na wydarzeniu, by stali się „współczesnymi świadkami Piekła Holokaustu”. Wskazał, że w Muzeum Auschwitz „słowa są zbędne – zastąpiły je przedmioty”.
Jeden z uczestników tej konferencji, szwedzki badacz, profesor Christer Mattsson, mówił o zakodowanym w języku antysemityzmie, który przenika z mediów do zwykłych ludzi. Podczas gdy otwarta nienawiść wobec Żydów jest potępiana, niechęć do „syjonistów” uważana jest za moralną cnotę. Semantyczne igraszki utrudniają badanie poziomu antysemityzmu, który dziś kieruje się głównie na „syjonistów” lub „Izraelczyków”. Wielu – a być może głównie tzw. antyrasiści – doskonale ukrywa swój oczywisty antysemityzm, nawet przed sobą.
Uczestnicy konferencji podkreślali, że ludobójczy atak 7 października 2023 roku wyzwolił tsunami antysemityzmu w Europie.
W zeszłym miesiącu w Manchesterze terrorysta, strzelając do modlących się ludzi w synagodze, krzyczał: „To oni zabijają nasze dzieci”.
To język ludobójców – generalizacja wykluczająca jakiekolwiek wątpliwości.
Dziś żydowskie szkoły w Manchesterze, Londynie, Paryżu czy Brukseli muszą być strzeżone przez uzbrojonych ochroniarzy. Obecny na sali były premier Wielkiej Brytanii, Boris Johnson, stwierdził, że w jego kraju „pozwolono na fałszywe zestawienie Hamasu i Izraela” i określił takie myślenie mianem „kompletnego nonsensu”. Podczas konferencji prasowej brytyjski polityk opisał antysemityzm jako „wirus, który wydostał się z piwnic średniowiecznej Europy”.
– Nienawiść opiera się na kłamstwach, dlatego musimy dziś przeciwstawiać się tym kłamstwom – dodał Johnson.
Prasa zagraniczna zwróciła uwagę na wystąpienie Rawan Osman – mieszkającej w Niemczech Syryjki, którą, jak powiedziała, od dzieciństwa uczono, że słowa „Żyd”, „Syjonista” i „Izraelczyk” to jedno i to samo, czyli wszystko, co najgorsze.
– Nienawidziłam Żydów, syjonistów i Izraelczyków – to były dla mnie synonimy – i byłam jednym z tych pożytecznych idiotów, którzy podziwiali Hezbollah – powiedziała uczestnikom panelu poświęconego głosom Arabów i muzułmanów wspierających Izrael i Żydów.
W przeprowadzonym później wywiadzie dla Arutz Sheva – Israel National News, Rawan Osman mówiła:
Antysemityzm od zawsze był powszechny w świecie arabskim. Jednak nawet ja – osoba, która mieszkała w czterech różnych krajach arabskich – nie wyobrażałam sobie, jak poważna jest ta sytuacja, dopóki nie nastąpił 7 października. W rzeczywistości dzień ten obnażył znacznie większy problem, i to nie tylko w świecie arabskim, lecz na całym świecie. Mamy dane dotyczące antysemityzmu na świecie – z wyjątkiem krajów arabskich, ponieważ te go nie uznają, nie rozpoznają i nie przyznają, że antysemityzm stanowi problem. A kiedy Arabowie zaprzeczają istnieniu antysemityzmu, pytamy ich: „Gdzie są dziś wasi Żydzi?”.
Ta arabska dysydentka określa się jako „arabska syjonistka”. Przypomina, że z krajów arabskich wygnano 800 tysięcy Żydów i że kraje arabskie muszą dziś przyznać, iż antysemityzm jest ich poważnym problemem i że przyniósł im wyłącznie ogromne szkody. Mówi, że świat arabski musi wreszcie pogodzić się z istnieniem Izraela.
7 października pomógł nam zrozumieć, jak głęboki jest antysemityzm w świecie arabskim, ale jednocześnie przyczynił się do gwałtownego wzrostu nienawiści wobec Żydów i nastrojów antysyjonistycznych w tym regionie. Nawet ci, którzy wcześniej rozważali zaakceptowanie obecności Izraela, z pasją ją odrzucili po zobaczeniu przerażających nagrań z Gazy. Co należy zrobić? Politycy muszą wyjaśnić, że to nie Izrael rozpoczął tę wojnę. Musimy pozbyć się Hamasu. Musimy zdemaskować ich jako kłamców i musimy wreszcie powiedzieć głośno o „słoniu w salonie”.
Palestyńska kultura gloryfikuje przemoc i męczeństwo. A nie pozbędziemy się powracających wojen w naszym regionie, dopóki będziemy infantylizować Palestyńczyków i nie zaczniemy pociągać ich do odpowiedzialności za ich działania – zwłaszcza za podżeganie do nienawiści wobec Żydów, syjonistów i Izraelczyków.
Reprezentujący na tej konferencji Zjednoczone Emiraty Arabskie arabski badacz Amjad Taha mówił, że w jego kraju nie ma państwowego antysemityzmu. Nie ma tolerancji dla antysemityzmu. Przypomniał, że kiedy w listopadzie ubiegłego roku rabin Zvi Kogan został porwany i zamordowany w ZEA, tamtejsze służby udały się aż do Turcji, by zatrzymać sprawców i postawić ich przed wymiarem sprawiedliwości.
– Zostali straceni – powiedział Taha zszokowanej publiczności. – Dlaczego? Bo nie tolerujemy antysemityzmu.
Zarówno Rawan Osman, jak i Amjad Taha gorąco wychwalali Porozumienia Abrahamowe, a Taha podkreślił, że po 7 października izraelska ambasada w ZEA ani na moment nie została zamknięta. Dodał też, że w ZEA zakazana jest katarska stacja Al-Dżazira, a organizacje charytatywne powiązane z Bractwem Muzułmańskim nie mogą tam działać.
Teoretycznie mogłoby się wydawać, że ta krakowska konferencja powinna zwrócić uwagę polskich mediów i nieco wzbogacić przekazywane społeczeństwu informacje o konfliktach na Bliskim Wschodzie. Brak zainteresowania nią mówi jednak bardzo wiele.