Europejski wyścig do „zeroemisyjności” – i całkowite samozniszczenie?
Dziś Chiny odpowiadają za niemal 12 miliardów ton emisji CO₂ — to pięć razy więcej niż obecna emisja Europy i jedna trzecia światowego poziomu.
W 1992 roku globalna emisja dwutlenku węgla (CO₂) wynosiła 22,3 miliarda ton metrycznych. W 2024 osiągnęła rekordowe 37,4 miliarda ton — wzrost o prawie 68%.
Dla porównania: Europa wyemitowała 4 miliardy ton w 1992 r., a w 2023 r. już tylko ok. 2,5 miliarda — spadek o około 40%, który w skali świata jest całkowicie nieistotny.
Podczas gdy Europa chłosta samą siebie w pozornie cnotliwym ascezyjnym szale eliminowania węgla („zero netto”), reszta świata, pod przewodnictwem Chin, spala węgiel na pełnych obrotach, windując globalne emisje na bezprecedensowe poziomy.
Zapaść przemysłowa
Co gorsza, dekarbonizacji Europy towarzyszy przyspieszający upadek przemysłu. W 1992 roku produkcja przemysłowa stanowiła 20% PKB Unii Europejskiej; dziś to zaledwie 14%, i liczba ta wciąż spada. W skali globalnej Europa produkowała kiedyś niemal 30% światowej produkcji towarów; obecnie to tylko 15%, a prym wiedą Chiny z ponad 30%.
Europejska błędna polityka dekarbonizacji oddała dobrobyt naszego kontynentu Chinom na srebrnej tacy. Co więcej, uczyniła to rękami Unii Europejskiej. Wiele osób darzy UE niechęcią, nie do końca rozumiejąc dlaczego. Teraz już wiedzą.
Dekarbonizacja to czysty mit — fikcja zręcznie wymyślona przez ideologów maltuzjańskich, by utrzymać Europejczyków w zniewoleniu (zob. Robert Zubrin, Merchants of Despair: Radical Environmentalists, Criminal Pseudo-Scientists, and the Fatal Cult of Antihumanism). Pod pretekstem „ratowania planety” Europejczycy zdemontowali swoje fabryki, oddali miejsca pracy za granicę, podnieśli koszty energii i oddali swoje gospodarki pod kuratelę autorytarnej, arbitralnej biurokracji brukselskiej — równie niekompetentnej, co złowrogiej i zaprzyjaźnionej z Pekinem.
Zabójstwo przez energię
Kiedy Amerykanin płaci 100 dolarów za ogrzanie domu, Europejczyk płaci od 300 do 500. Kiedy Amerykanin wydaje 100 dolarów na oświetlenie domu, Europejczyk wydaje 200 — mimo że średni dochód brutto w USA jest dwukrotnie wyższy, a netto aż 2,5 raza większy niż w Europie.
W Niemczech znika 10 000 miejsc pracy w przemyśle miesięcznie. Przemysł chemiczny, niegdyś duma portu w Antwerpii, ulega szybkiemu i masowemu upadkowi. Chemia w Antwerpii to nie szczegół — to fundamentalny i strukturalny element dobrobytu tego regionu. Belgijscy politycy próbujący równoważyć finanse publiczne, jednocześnie trzymając się mitu dekarbonizacji, sami siebie oszukują. Można mieć albo dekarbonizację, albo dobrobyt — nie oba naraz. Trzeba dokonać wyboru — teraz.
„Ale globalne ocieplenie!”
Ekologowie ze wszystkich partii zamienili Europę w rozległą, nieproduktywną i uzależnioną farmę wiatrową. Ale, jak mówią dobrze wyszkolone kreatury: „A co z globalnym ociepleniem? Czyż nie zginiemy wszyscy w lawie i powodzi, jeśli przestaniemy budować turbiny wiatrowe i nie złożymy ostatnich fabryk na ołtarzu dekarbonizacji?”
Nawet główny amerykański alarmista klimatyczny, założyciel Microsoftu Bill Gates, w zeszłym tygodniu odrzucił – jak to ujął – „apokaliptyczną wizję”, według której zmiany klimatu miałyby „zniszczyć cywilizację”, i – według Time – wezwał do:
„przekalibrowania priorytetów – w tym zwiększenia finansowania globalnego zdrowia i skupienia się na technologiach, które naprawdę mogą coś zmienić w kwestii klimatu. W połączeniu z wcześniejszym ograniczeniem finansowania polityki klimatycznej, [memorandum Gatesa] uznano za wyraźny zwrot w podejściu.”
Od początku ery przemysłowej rzeczywiście zaobserwowano niewielkie ocieplenie — +1,2°C, co trudno uznać za Apokalipsę. Ludzkość się przystosuje, jak czyniła to zawsze — do epok lodowcowych, susz i powodzi. Tym łatwiej, że dziś dysponujemy szybko rozwijającymi się technologiami: sztuczną inteligencją, rolnictwem precyzyjnym, odsalaniem na dużą skalę.
Ludzie szykują się do kolonizacji Księżyca i Marsa — gdzie średnia temperatura to -63°C. Ale twierdzi się, że nie zdołamy przystosować się do wzrostu o 1,5 stopnia na Ziemi? Co za ponury żart.
Wyśmiewamy łatwowierność dawnych ludów, które wierzyły w mnogość bóstw i nie wahały się składać im ofiar z ludzi — nawet z dzieci. Potępiamy rytuały Majów — dekapitacje, pelenie na stosach, wyrywanie wciąż bijących serc — aby przebłagać Chaaca, boga deszczu i burz, który domagał się krwi, by zesłać deszcz; Quetzalcóatla, bo krew miała karmić kosmicznego węża itd. Czujemy tylko pogardę dla tych mitów. A jednak dziś Unia Europejska składa w ofierze 500 milionów obywateli na ołtarzu bezimiennego, zielonego boga.
Żaden Europejczyk nie umrze z powodu „globalnego ocieplenia”. Ale miliony mogą umrzeć zimą, nie mogąc ogrzać swoich domów.
Czego potrzebuje Europa
Europa potrzebuje polityki siły — gospodarczej, militarnej, geopolitycznej. Musi zniszczyć mit dekarbonizacji i ponownie określić swoje prawdziwe cele: dobro jednostki i rodziny, wzrost gospodarczy i postęp technologiczny. Trzeba relokować przemysł, uwolnić energię kopalną i jądrową, i masowo inwestować w badania. Tylko suwerenna, pracowita i pewna siebie Europa odzyska swój dobrobyt.
Komunistyczna Partia Chin od lat otwiera dwie elektrownie węglowe tygodniowo. Tylko w pierwszej połowie 2025 r. Chiny rozbudowały swoją energetykę węglową bardziej niż w ostatnich dziewięciu latach razem wziętych. Co istotne, Chiny inwestują również miliardy w energię z fuzji jądrowej — by zapewnić sobie nieskończoną, tanią i czystą energię potrzebną do globalnej dominacji w obszarze sztucznej inteligencji.
Europa i Wielka Brytania dobrze by zrobiły, przestając słuchać czarujących nicponi w rodzaju Borisa Johnsona, tego efemerycznego byłego premiera, który dziś czerpie korzyści ze swojego „moralnego zaangażowania” w totalitarny absurd „społeczeństwa zeroemisyjnego”, zarabiając u najlepiej płacących reżimów i lobbystów.
Dekarbonizacja to mit. Nie istnieje żadna „dekarbonizacja”. Tylko Europa — samotna, jak stary pijak zagubiony w swoich fantazjach — sama się wiesza.
Nie ma lepszego przykładu fikcyjności dekarbonizacji niż farmy wiatrowe. Żadna turbina wiatrowa nie jest rentowna bez ogromnych dotacji publicznych, które Europejczycy co miesiąc opłacają w swoich astronomicznych rachunkach za prąd.
Prawdziwy problem, o którym rzadko się mówi, to wymiana tych żałosnych konstrukcji. Żywotność turbiny wiatrowej jest krótka. Do 2030 roku w Europie trzeba będzie wymienić około 14 000 z nich. Cóż za szczęście! Po prostu ich nie wymieniajmy. Sprawa jest prosta: półpubliczne spółki zarządzające tymi turbinami nie odłożyły na ich wymianę ani grosza. Wystarczy je zdemontować i usunąć. Pomyślcie: nasze krajobrazy nie będą już zaśmiecane tymi bezużytecznymi szkaradztwami. Wtedy wszyscy uznamy je za nieudaną inwestycję — przegrany zakład.
Link do oryginału: https://www.gatestoneinstitute.org/22033/europe-net-zero-decarbonization
Gatestone Institute, 7 listopada 2025
Drieu Godefridi — prawnik (Université Saint-Louis, Université de Louvain), filozof (Université Saint-Louis, Université de Louvain), doktor teorii prawa (Paris IV-Sorbonne). Przedsiębiorca, dyrektor generalny europejskiej grupy edukacyjnej oraz dyrektor PAN Medias Group. Autor książki The Green Reich (2020).