Islamolewica maszeruje przez Wielką Brytanię
Następnym razem, gdy ktoś zapyta, co mamy na myśli, mówiąc „islamolewica”, pokażę mu nagranie z wczorajszego protestu w Whitechapel, we wschodnim Londynie. Co za moralnie samobójczy pochód. Co za nieświęty sojusz bezmyślnych lewicowców i groźnych islamistów. „Uchodźcy mile widziani!” – wołali wychudzeni od granoli absolwenci bezjajecznej lewicy. „Allahu Akbar!” – ryczał zamaskowany tłum religijnych fanatyków. Rzadko kiedy śmiertelna głupota lewicowego flirtu z islamizmem została tak jaskrawo obnażona.
Ten zlepek bezbożnych osób niebinarnych i koranistów maszerował rzekomo przeciwko UKIP. Ta zramolała partia planowała zorganizować własny protest właśnie w Whitechapel. To była oczywista prowokacja – wybrali Whitechapel właśnie dlatego, że zamieszkuje go duża społeczność muzułmańska. Marzenie każdego UKIP-owca to wygłaszać tyrady o „islamistycznych najeźdźcach” i konieczności „remigracji” w obecności zaniepokojonych Brytyjczyków pochodzących z muzułmańskich krajów. Marsz przebrany za manifestację. Metropolitalna policja, obawiając się „poważnych zakłóceń porządku”, zablokowała ten pomysł i kazała UKIP protestować gdzie indziej.
Więc pojechali do Whitehall. Zebrało się tam około 75 osób – z flagami i przepuklinami. A Whitechapel oddano islamolewicy – kipiącemu tłumowi wypasionych radykałów i szorstkich islamistów, którzy z lubością wykrzykują o „syjonistycznych ścierwach”. I oto mamy to czarno na białym: według niektórych pozwolenie garstce UKIP-owców na przemarsz przez Whitechapel to naruszenie przyzwoitości, ale oddanie tych samych ulic kolumnom czarnych postaci miotających się w amoku przeciwko „syjonistom” jest już jak najbardziej w porządku. Hipokryzja sięga niebios.
Kontrdemonstracja przeciwko UKIP w Whitechapel nie była marszem antyrasistowskim. Wszyscy o tym wiemy. Nawet psy na ulicy to wiedzą. To była orgia nietolerancji przebrana za tolerancję. Popis islamskiej arogancji pod cienkim welonem „antyrasizmu”, który ma oszukać przeuczonych idiotów z burżuazyjnej lewicy. Ale jeśli są w stanie uwierzyć, że ktoś z penisem może być lesbijką, to i uwierzą, że islamiści marzący o anihilacji państwa żydowskiego są antyrasistami.
Dla tych z nas, którzy wciąż mają staroświeckie przywiązanie do rozumu i świeckości, był to widowisko wręcz odrażające. Tłumy zamaskowanych mężczyzn skandowały islamistyczne hasła w wyraźnie grożącym tonie. Potępiali „syjonistyczne ścierwa” i złowieszczo zapowiadali, że „wypędzą ich z naszych ulic”. Krzyczeli „Od rzeki do morza” (czytaj: zniszczyć państwo żydowskie) i wychwalali „naszych męczenników” (czytaj: morderców z Hamasu). A przez cały ten czas, te głupki z nowej lewicy, które uznają za bigoterię powiedzenie „on” w odniesieniu do faceta w sukience, tylko się głupio uśmiechały.
„Krytyka syjonizmu” to wygodna zasłona
Każdy, kto powie: „To była tylko krytyka syjonizmu”, zasługuje na policzek. Kryzys jest zbyt poważny, by bawić się w eufemizmy. Gdy wyznawcy skrajnej wersji islamu wychodzą na ulice, by miotać się przeciwko „syjonistom”, to wiemy, kogo mają na myśli. Wiemy, że nie chodzi im o takich jak ja – gojów wspierających prawo Żydów do własnego państwa. Nie takich jak my chcą wypędzić z Wielkiej Brytanii, niczym w roku 1290. Chodzi im o nich. O tych „ziów”. O ludzi w jarmułkach. I co – naprawdę zamierzamy jeszcze raz odprawiać ten debilny taniec pt. „krytyka syjonizmu to nie to samo, co nienawiść do Żydów”? Przestańcie. Mam dość.
Mam jedno pytanie: dlaczego marzenie UKIP-owców o wypędzeniu „islamistycznych najeźdźców” z Wielkiej Brytanii to rasizm, ale nawoływanie islamistów i ich lewicowych klakierów do wypędzenia „syjonistów” z brytyjskich ulic to antyrasizm? Zgadzam się – hasła UKIP były rasistowskie. Nazywanie muzułmanów „najeźdźcami” i domaganie się ich „remigracji” to obrzydliwa bigoteria. Ale dlaczego lewica nie potrafi tego samego powiedzieć o „zio-bashingu”, o którym doskonale wiemy, że jest po prostu atakiem na Żydów? Zamiast to potępiać, ona się do tego przytula. Mieni się wzorem walki z rasizmem, a w rzeczywistości jest pokorną klaką islamskiej nienawiści.
Współudział w atmosferze wrogości
To naprawdę proste: jeśli maszerujesz ramię w ramię z zamaskowanymi facetami, którzy marzą o wypędzeniu „ziów” z naszego społeczeństwa, to jesteś współwinny szerzeniu atmosfery wrogości wobec Żydów w Anglii. Nowy test moralny dla wszystkich organizujących wydarzenia publiczne w Wielkiej Brytanii: czy Żydzi mogą się tam pojawić bez obaw? Wszyscy znamy odpowiedź na pytanie o nadchodzący mecz Villa / Maccabi: nie. I wszyscy znamy odpowiedź na temat „antyrasistowskiego” marszu w Whitechapel w ten weekend: Nie. Żaden Żyd przy zdrowych zmysłach nie zbliżyłby się do zgromadzenia, na którym z rozkoszą snuje się fantazje o jego wypędzeniu z kraju i zniszczeniu jego ojczyzny.
Właśnie dlatego tak oblesne jest słuchanie obrońców tej demonstracji, którzy używają słów takich jak „różnorodność” i „tolerancja”. Posłuchajcie – to nie jest różnorodność, jeśli Żydzi nie mogą się pojawić. I to nie jest tolerancja, jeśli ludzie zakrywają twarze, by bezpiecznie wrzeszczeć o „syjonistycznym ścierwie”. Niektórzy porównali marsz w Whitechapel do bitwy pod Cable Street. Jak śmiecie. Tamten robotniczy zryw miał na celu obronę Żydów z East Endu przed nienawiścią podżeganą przez fanatyków. Wczorajszy marsz islamolewicy zrobił coś odwrotnego – wystawił Żydów na kolejne obelgi i jasno pokazał, że East End to dziś dla nich strefa zakazana. To była rewizja zwycięstwa z Cable Street.
Lewica maszeruje z własnymi grabarzami
Był jeden uderzający moment podczas tego marszu islamolewicy. Na krążącym w sieci nagraniu jeden z lewicowych frajerów mówi do islamisty: „Jesteśmy po tej samej stronie, bracie”. Odpowiedź pada błyskawicznie i bezlitośnie: „Nie, nie jesteśmy”. Kiedy lewica zrozumie, jak kolosalną głupotą jest bratanie się z fundamentalistami, którzy nie znoszą świeckości, gardzą homoseksualistami, lekceważą kobiety i pałają nienawiścią do Żydów? Czy naprawdę niczego nie nauczyli się z rewolucji irańskiej, gdy irańscy lewicowcy stanęli po stronie islamistycznych buntowników przeciwko szachowi, tylko po to, by później zostać rozstrzelanymi przez „armię Boga”?
Lewica maszeruje ramię w ramię z własnymi grabarzami. Z ludźmi, którzy z chęcią zakazaliby homoseksualizmu i skazali kobiety na życie w mizoginicznych szmatach. Co może łączyć niebieskowłosych przedstawicieli lewicy klasy średniej z tymi zamaskowanymi islamistami? To naprawdę przerażające pytanie. Bo odpowiedź jest taka: obłąkańcza nienawiść do „ziów” i ich państwa. To chyba najbardziej odrażający i oportunistyczny sojusz bigotów w nowożytnej historii. Ale klej nienawiści do Żydów nie wytrzyma wiecznie. W końcu islamolewica się pokłóci. I patrząc na wczorajszy marsz, wiem, kto wygra tę bójkę.
Link do oryginału: https://www.spiked-online.com/2025/10/26/the-islamo-left-is-on-the-march-across-britain/
Spiked, 20 października 2025
Brendan O’Neill – brytyjski dziennikarz, publicysta magazynu „Spiked” , autor głośnej książki A Heretic’s Manifesto: Essays on the Unsayable.