Ostrożność ma swoją cenę. Suwerenność ma przyszłość
Alex Stein w niedawnym eseju dostępnym za paywallem, zatytułowanym „Izrael nie może anektować Zachodniego Brzegu: jeśli nie teraz, to nigdy”, cytował moje relacje z lipcowej Konferencji Suwerenności, by dowieść, że izraelska suwerenność nad Judeą i Samarią to fantazja, której zwolennicy nie chcą porzucić mimo przytłaczających dowodów na jej nierealność. Umożliwił mi dostęp do artykułu — zapewne przewidując tę replikę (i szerszy rozgłos, jakiego jego tekst w innym przypadku mógłby nie uzyskać).
Stein rzeczywiście odniósł się merytorycznie do argumentów prezentowanych podczas konferencji. Cytował mnie dokładnie, co doceniam. Jednak ton jego wypowiedzi sugeruje, że zwolennicy suwerenności, tacy jak ja, są oderwani od rzeczywistości — że tworzymy „oczywiście fałszywe porównania” i prezentujemy stanowiska, z którymi „frustrująco trudno się dyskutuje”.
Odpowiedź na twierdzenie Alexa Steina, że izraelska suwerenność w Judei i Samarii jest nierealistyczna, oraz dlaczego powoływanie się na „realizm” to po prostu weto pod inną nazwą.
Sheri Oz
30 października
Nie mam nic przeciwko debacie — wręcz przeciwnie, ją cenię. To, co mi przeszkadza, to założenie, że przekonanie równa się ślepocie. Od lat rozmawiam z ekspertami, relacjonuję konferencje, słucham ludzi i analizuję skutki politycznej bierności.
Fałszywe założenie: „Jeśli nie teraz, to nigdy”
Tytuł Steina zawiera jego kluczowe założenie: że to czas i wykonalność określają zasadność działania. Prezydent Trump stanowczo stwierdził, że aneksja nie nastąpi, a międzynarodowa presja czyni ją politycznie kosztowną. W związku z tym, jak się zdaje, Stein uważa, że z suwerenności należy zrezygnować jako z celu nieosiągalnego. [Każda suwerenność jest częściowo iluzoryczna.- Sukiennicki]
Ale suwerenność to nie manewr taktyczny zależny od sprzyjającej polityki USA. To imperatyw prawny i moralny, zakorzeniony w historii żydowskiej, prawie międzynarodowym i bezpieczeństwie narodowym. Pytanie nie brzmi, czy Izrael może ogłosić suwerenność mimo nacisków, ale czy powinien w nieskończoność odwlekać ten krok.
Ta sama logika, którą Stein stosuje dziś, obowiązywała także w 1948 roku („ogłoszenie państwowości wywoła inwazję arabską i izolację”), w 1967 („utrzymanie Jerozolimy kosztować nas będzie poparcie międzynarodowe”) czy w 1981 („aneksja Wzgórz Golan sprowokuje sankcje”). W każdym z tych przypadków Izrael działał mimo ostrzeżeń przed katastrofą. I za każdym razem świat się dostosowywał.
Pamiętam, jak wstrzymałam oddech, gdy Trump przeniósł ambasadę USA do Jerozolimy, czekając na eksplozję, którą wszyscy przepowiadali. Zaskoczyła mnie cisza. Tamten moment nauczył mnie, że przepowiednie dyplomatycznego upadku mówią więcej o zagranicznych lękach niż izraelskiej rzeczywistości.
Stein przedstawia zależność jako realizm. Ale realizm oznacza zrozumienie, że suwerenność, raz ogłoszona i obroniona, staje się faktem. Tego nie zapewnia żadna niejednoznaczność.
Błędna interpretacja kwestii obywatelstwa
Stein wskazuje na to, co nazywa „nierozwiązywalnym problemem”: aneksja doprowadziłaby albo do apartheidu (jeśli Izrael odmówiłby obywatelstwa), albo do końca państwa żydowskiego (jeśli przyznałby obywatelstwo milionom Palestyńczyków). Tymczasem myli on dwie odrębne kwestie — suwerenność i obywatelstwo — tak jakby rozszerzenie izraelskiego prawa na dany obszar automatycznie oznaczało masowe nadanie obywatelstwa. Tak nie jest. Suwerenność to deklaracja jurysdykcji. Obywatelstwo to kwestia polityczna, która wynika z tej jurysdykcji.
Stein twierdzi, że zwolennicy suwerenności nie rozwiązali kwestii obywatelstwa i przytacza przykład „oczywiście fałszywego porównania” z Portoryko. Ma rację, że należy się temu przyjrzeć. Po głębszej analizie trudno zrozumieć, dlaczego obóz suwerenności wciąż sięga po analogię do Portoryko. To porównanie jest niedoskonałe. Portorykańczycy są obywatelami USA i mogą głosować w wyborach federalnych po przeprowadzce do któregoś ze stanów — nikt nie proponuje takiego rozwiązania dla Palestyńczyków pozostających pod władzą Autonomii Palestyńskiej.
Nigdy jednak nie chodziło o to, by Judea i Samaria miały przypominać Portoryko. Chodziło o to, że suwerenność nie traci ważności tylko dlatego, że obywatelstwo zostaje dostosowane do wymogów bezpieczeństwa lub tożsamości narodowej. Istnieją współczesne precedensy, w których państwa sprawują suwerenność, przyznając jedynie częściowe prawa polityczne. Od Samoa Amerykańskiego po Falklandy, a najpełniej w zdemilitaryzowanej autonomii Wysp Alandzkich pod suwerennością Finlandii — demokratyczne państwa powszechnie rozróżniają kontrolę terytorialną od pełnej partycypacji obywatelskiej.
Zwolennicy suwerenności w Izraelu przedstawili szereg modeli zarządzania, zgodnych z praktyką demokratyczną: zdemilitaryzowana autonomia, prawa rezydenckie bez prawa głosu na szczeblu krajowym (powszechne w demokracjach — od arabskich mieszkańców Jerozolimy po posiadaczy Zielonej Karty w USA), integracja etapowa uzależniona od lojalności, czy dobrowolna emigracja z odszkodowaniem. To nie są fantazje. To propozycje polityczne, które są dyskutowane w demokratycznych państwach na całym świecie. W moich rozmowach z członkami Ruchu Suwerenności te koncepcje nie są abstrakcyjnymi modelami z think tanków, ale konkretnymi planami opracowanymi przez ludzi gotowych je wdrożyć.
Stein odrzuca te porównania jako nieuprawnione, ale nie wyjaśnia, dlaczego. Jeśli alternatywne modele są nielegalne dla Izraela, to powinny być nielegalne wszędzie. Jeśli są dopuszczalne w innych krajach, dlaczego Izrael ma być jedynym wyjątkiem — z pominięciem jego zagrożeń bezpieczeństwa i tożsamości narodowej?
Wreszcie, Stein zakłada, że Izrael musi rozwiązać każdy detal przyszłego zarządzania przed uchwaleniem suwerenności. Tymczasem legislacja suwerennościowa to ramy, w których te kwestie są rozstrzygane. Demokracje uchwalają prawo w drodze debaty, poprawek i stopniowego doprecyzowania. Żądanie perfekcyjnych odpowiedzi przed jakimkolwiek działaniem gwarantuje paraliż.
Innymi słowy: „nierozwiązywalny problem” jest nierozwiązywalny tylko wtedy, gdy odmawia się jego rozwiązania.
Zależność przedstawiana jako realizm
Argumentacja Steina opiera się na wypowiedzi Trumpa z października 2025 roku: „To się nie wydarzy, bo dałem słowo krajom arabskim... Izrael straciłby całe poparcie USA, gdyby to zrobił.”
To aktualne stanowisko Trumpa. Ale Stein traktuje je jak niezmienną rzeczywistość, a nie efekt zmiennych kalkulacji politycznych.
Działania i wypowiedzi Trumpa mają charakter transakcyjny. Jego dyplomacja opiera się na utrzymaniu dobrych relacji z arabskimi partnerami, którzy znormalizowali stosunki z Izraelem w ramach Porozumień Abrahama. Obietnica powstrzymania suwerenności Izraela ma służyć utrzymaniu tych osiągnięć.
To tylko pokazuje, jak ważne jest, by Izrael wyznaczał własne czerwone linie. Sam fakt, że decyzje o suwerenności miałyby być uzależnione od cudzych umów politycznych, jest dla mnie nie do przyjęcia. I dla Steina też powinien być.
Kiedy Stein pisze, że Izrael „nie jest w stanie sprzeciwić się USA w tak istotnej sprawie”, ignoruje dziesiątki przypadków, gdy Izrael bronił swoich podstawowych interesów. Izrael zbombardował reaktor jądrowy w Iraku w 1981 roku wbrew stanowisku USA. Odmawiał wstrzymania budowy osiedli pod rządami kolejnych administracji. Odrzucił plan Rogersa, sprzeciwił się podziałowi Jerozolimy, przetrwał dekady potępienia w ONZ.
Presja międzynarodowa jest cykliczna. Administracje się zmieniają. Priorytety geopolityczne się przesuwają. Suwerenność, raz zadeklarowana, staje się normą. Aneksja Wzgórz Golan była globalnie potępiona w 1981 roku. Dziś rzadko kto ją kwestionuje — nawet krytycy Izraela.
Prawdziwy problem „status quo”
Stein sugeruje, że skoro pełna suwerenność jest trudna do osiągnięcia, Izrael powinien utrzymać status quo. Ale nie podejmuje refleksji nad kosztami tego status quo:
Niejasność prawna osłabia odstraszanie. Sygnał wysyłany do wrogów Izraela brzmi: ten teren jest sporny. To zaproszenie do szantażu dyplomatycznego, w którym każde zawieszenie broni lub inicjatywa pokojowa zawiera żądania terytorialnych ustępstw. I to utrwala chaos — jak zauważył Awichaj Boaron na Konferencji Suwerenności: Arab z Judei lub Samarii może dostać mandat od izraelskiej policji i podrzeć go przed funkcjonariuszami, bo izraelskie prawo nie ma nad nim jurysdykcji.
Ta sama niejasność podkopuje administrację na każdym szczeblu. Opodatkowanie, pozwolenia budowlane, spory własnościowe — wszystko to odbywa się na podstawie mozaiki prawa osmańskiego, brytyjskiego, jordańskiego i wojskowego, co dezorientuje zarówno mieszkańców, jak i urzędników. Dla zagranicznych dyplomatów ten stan zawieszenia stanowi pretekst do nieskończonego wywierania presji. Dla Izraelczyków — podważa autorytet prawa jako takiego.
Stein obawia się, że rozszerzenie suwerenności sprowokuje bezprecedensową presję. Ale Izrael już dziś doświadcza bezprecedensowej presji. To właśnie niejednoznaczność, którą Stein chce zachować, ją napędza. Umożliwia przeciwnikom przedstawianie Izraela jako okupanta, państwa apartheidu i kolonialnej siły — jednocześnie. Suwerenność nie wyeliminuje międzynarodowej krytyki, ale zastąpi prawną niespójność polityczną klarownością.
Każde negocjacje rozpoczynające się od niejasności kończą się żądaniami z zewnątrz. Tak długo, jak Izrael określa te terytoria jako „sporne”, inni będą je nazywać „okupowanymi”. Suwerenność to jedyny język, który zmienia charakter dyskusji.
Kto definiuje rzeczywistość?
Stein stawia się w roli realisty, a zwolenników suwerenności — marzycieli. Ale czym jest realizm?
Jeśli realizm oznacza, że Izrael musi podporządkować się obcym państwom w sprawach własnej integralności terytorialnej, to realizm jest po prostu nowym słowem na uległość. Jeśli oznacza, że presja międzynarodowa wyznacza granice tego, co Izrael może lub nie może zrobić — realizm nie różni się od kapitulacji.
Istnieje inny rodzaj realizmu. Taki, który rozumie, że bezpieczeństwo Izraela opiera się nie na akceptacji z zewnątrz, lecz na wewnętrznej legitymacji. Który wie, że narody trwają, gdy stanowczo realizują swoje prawa, a nie kiedy za nie przepraszają. Który dostrzega, że niejasność prowokuje agresję, a jasność — nawet bolesna — wyznacza granice.
Stein pisze, że uznanie „nigdy” to po prostu zaakceptowanie rzeczywistości. Ale „nigdy” to akt polityczny: wzmacnia palestyński rewanżyzm, sygnalizując, że roszczenia Izraela są negocjowalne, i mówi izraelskim obywatelom, że ich rząd sam nie wierzy w swoje prawo do sprawowania władzy.
Deklaracja kontra działanie
Na końcu mojej relacji z konferencji napisałam: „Jedyne pytanie brzmi dziś: kiedy i jak deklaracja stanie się czynem.”
Stein twierdzi, że to nieprawda. Wskazuje na weto Trumpa, nieudane głosowania w Knesecie, izolację międzynarodową, która miałaby nastąpić. Wnioskuje, że suwerenność jest niemożliwa, a ci, którzy wierzą inaczej, są oderwani od rzeczywistości.
Ale każdy etap przetrwania Izraela był kiedyś „niemożliwy”. Państwowość była niemożliwa. Zwycięstwo w 1948 roku było niemożliwe. Zjednoczenie Jerozolimy — niemożliwe. Przyjęcie miliona Żydów z ZSRR — niemożliwe. Normalizacja stosunków z sunnickimi państwami arabskimi — niemożliwa.
Izrael istnieje, ponieważ nieustannie robi rzeczy niemożliwe. „Niemożliwość” nigdy nie była wetem.
Stein ma rację: suwerenność nie nastąpi natychmiast. Myli się jednak, twierdząc, że nie nastąpi nigdy. Różnica między tymi stanowiskami to różnica między strategią a rezygnacją.
Narody, które czekają na pozwolenie — nigdy go nie otrzymują. Narody, które stanowczo realizują swoje prawa, ponoszą tego koszt i nie przepraszają — tworzą fakty, do których świat się dostosowuje.
Suwerenność nad Judeą i Samarią to niedokończone zadanie Izraela. Pozostaje tylko pytanie, czy Izrael znajdzie w sobie determinację, by je zrealizować.
Link do oryginału: https://substack.com/home/post/p-177162872?source=queue
Israel Diaries, 30 października 2025
Sheri Oz
Urodzona w Kanadzie w 1951 roku, w wieku 26 lat wyemigrowała do Izraela, gdzie studiowała rolnictwo, po studiach wróciła do Kanady, studiowała psychologię. W 1986 wróciła do Izraela zajmując się psychoterapią rodzin. Autorka książki Overcoming Childhood Sexual Trauma: A Guide to Breaking Through the Wall of Fear for Practitioners and Survivors
Sheri Oz prowadzi blog Israel Diaries.