Iraccy politycy mierzą się z relacjami z Izraelem i Iranem w przededniu wyborów
Irańczycy pójdą do urn 11 listopada, by wybrać 329 członków parlamentu na czteroletnią kadencję, co będzie już siódmymi wolnymi wyborami od obalenia Saddama Husajna w 2003 roku. Kandydaci poruszają się ostrożnie, deklarując neutralność w geopolitycznym przeciąganiu liny między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, jednocześnie oskarżając rywali o „normalizację stosunków z Izraelem” – co stało się skuteczną bronią polityczną.
Widmo Izraela wyraźnie unosi się nad iracką retoryką wyborczą, mimo że kraj ten nie utrzymuje formalnych stosunków z państwem żydowskim.
Są przywódcy szyiccy i sunniccy, którzy dali zapewnienia o swobodnej normalizacji stosunków z Izraelem — powiedział poseł Ibrahim al-Sumaidaie, członek bloku Odbudowy i Rozwoju premiera Mohammeda al-Sudaniego. — Niektórzy politycy zaczęli flirtować i po cichu składać obietnice Waszyngtonowi.
Al-Sumaidaie, ubiegający się o reelekcję, przewiduje, że „kolejny rząd będzie pod presją, by dołączyć do Porozumień Abrahama” w celu normalizacji relacji z Izraelem, ale chwali się, że tylko Sudani może powstrzymać nadejście pokoju między Irakiem a Izraelem. Jego wypowiedzi odzwierciedlają, jak drażliwy to temat – jakakolwiek oznaka otwartości wobec państwa żydowskiego grozi politycznym samobójstwem w kraju, gdzie antyizraelskie nastroje są głęboko zakorzenione.
Oskarżenia o „zapewnienia” są szczególnie szkodliwe z uwagi na prawo z 2022 roku, które penalizuje jakiekolwiek formy poparcia dla Izraela. Na jego podstawie jeden mężczyzna został skazany na dożywocie za proizraelski post na Facebooku. W rezultacie „normalizacja” stała się w irackiej polityce terminem radioaktywnym.
Były premier Ajad Allawi, świecki szyita sprzymierzony z Sudanim i powiązany z Arabią Saudyjską, również został oskarżony o tego typu działania, ale stanowczo je odrzucił. — Allawi nie wzywał i nie będzie wzywać do normalizacji z syjonistycznym tworem — oświadczyło jego biuro.
Izrael nie jest jednak jedynym regionalnym graczem zatruwającym iracką debatę wyborczą.
Iran, który od dawna był dominującą siłą w irackiej polityce, stał się równie toksyczny dla kandydatów. Kiedyś oczywistością było, że frakcje prorosyjskie (proirańskie) będą miały wpływy – zwłaszcza wśród polityków szyickich. Dziś to się zmienia. Nawet kandydaci historycznie związani z Teheranem opowiadają się za neutralnością, by uchronić Irak przed wciągnięciem w regionalne konflikty – również te potencjalne, z udziałem Iranu, USA lub Izraela.
Poseł Diaa al-Nasseri z bloku Państwo Prawa byłego premiera Nuriego al-Malikiego pochwalił swojego lidera za to, że „oszczędził Irakowi nalotów i regionalnej wojny”. Koalicja Malikiego, dawniej zdecydowany sojusznik Iranu, obecnie publicznie dystansuje się od Islamskiej Republiki. — Irańskie wpływy są mniej widoczne w nowej rzeczywistości Iraku — przekonywał Nasseri, również ubiegający się o reelekcję.
To odejście od schematu ostatnich pięciu wyborów, w których szyickie frakcje prorosyjskie zwykle jednoczyły się pod egidą Teheranu. Osłabienie regionalnej pozycji Iranu — zwłaszcza po ataku Hamasu na Izrael 7 października 2023 roku oraz izraelskich operacjach wymierzonych w Hamas i inne irańskie proxy, takie jak Hezbollah — doprowadziło do rozbicia tych sojuszy. Szyickie frakcje, dawniej silnie zintegrowane, dziś rywalizują ze sobą na różnych listach wyborczych, co wskazuje na rosnący pragmatyzm i odchodzenie od ideologicznej lojalności wobec Iranu. To część szerszego trendu polityki opartej na interesach, w której lokalne sprawy i układy sił biorą górę nad zagranicznymi zależnościami.
Słabnące wpływy Iranu widać także w problemach proirańskich milicji Haszd Szaabi. Te grupy, które wcześniej wzorowały się na libańskim Hezbollahu, zgromadziły ogromną władzę i zasoby, dominując w instytucjach państwowych. Jednak osłabione przez straty i pozbawione silnego przywództwa, dziś z trudem utrzymują kontrolę nad państwowymi koncesjami – w tym nad około 3 miliardami dolarów rocznie przeznaczanymi na 238 tysięcy rzekomych bojowników. Z raportów wynika, że realnie jest ich tylko 48 tysięcy. Reszta to fikcyjne postacie, nazywane przez Irakijczyków „kosmicznymi kadetami”. Liderzy milicji pobierają ich pensje i przekazują środki na działania Iranu w Libanie i Jemenie.
Projekt ustawy mający na celu formalne przekształcenie milicji w siły rządowe, co zabezpieczyłoby ich finansowanie, został zablokowany pod naciskiem USA. Zmuszeni do działania w ramach systemu, przywódcy milicji startują teraz w wyborach, by utrzymać dostęp do zasobów państwowych.
Znani dowódcy Haszd Szaabi odnajdują się w nowej rzeczywistości politycznej. Faleh Fayyad i Ahmad al-Assadi, wysocy rangą członkowie milicji, startują z listy Sudaniego, natomiast Hadi al-Ameri kandyduje niezależnie pod sztandarem Fatah. Dwaj inni wpływowi przywódcy, Qais al-Chazali i Ammar al-Hakim, przewodzą własnym listom wyborczym, co jeszcze bardziej obrazuje rozbicie niegdyś jednolitego prorosyjskiego (proirańskiego) frontu.
Wprowadzony przez USA system podziału władzy według klucza etnosekciarskiego — między szyitów, sunnitów i Kurdów — ulega erozji. Każda z tych społeczności podzieliła się na rywalizujące frakcje, które tworzą sojusze ponad podziałami religijnymi i etnicznymi, kierując się polityczną kalkulacją.
Wybory z 2021 roku ukazały tę zmianę, gdy blok szyickiego duchownego Muktady as-Sadra zdobył 71 mandatów, ale nie zdołał utworzyć większości. Gdy Sadr połączył siły z sunnickimi i kurdyjskimi frakcjami, przekraczając próg 165 mandatów, prorosyjski (proirański) sunnicki sędzia Faeq Zaidan kontrowersyjnie zreinterpretował pojęcie „większości” jako dwie trzecie, blokując koalicję Sadra — co ujawniło, że Teheran wciąż zachowuje pewne wpływy. Jednak dziś, gdy uścisk Teheranu słabnie, postacie spoza środowisk szyickich, jak były sunnicki przewodniczący parlamentu Mohamed al-Halbousi (wcześniej objęty zakazem działalności), mogą ponownie odegrać istotną rolę w zbliżających się wyborach.
Stabilność Iraku, wspierana przez 120 miliardów dolarów rocznego dochodu z ropy, ma swoją cenę. Korupcja i przerośnięty sektor publiczny pochłaniają zasoby, a politycy zamiast inwestować w infrastrukturę czy dywersyfikację gospodarczą, wykorzystują system patronatu do zdobywania lojalności.
Choć Irak nie jest już regionalnym zagrożeniem, jak za rządów Saddama Husajna — który najechał Kuwejt w 1990 roku, zaatakował Izrael i sponsorował terroryzm — daleko mu jeszcze do liberalnej demokracji. Jednak brak dyktatury, wojny domowej i pojawienie się pokojowych zmian władzy to sygnały postępu.
Wybory w 2025 roku podkreślają ewoluujący krajobraz polityczny Iraku. Skoncentrowanie kandydatów na neutralności pokazuje, że coraz większy nacisk kładzie się na interesy narodowe, a nie zagraniczne powiązania. Normalizacja stosunków z Izraelem mogłaby przynieść korzyści gospodarcze — co pokazują doświadczenia krajów, które przystąpiły do Porozumień Abrahama — ale opinia publiczna, ukształtowana przez dekady antyizraelskiej retoryki, wciąż stanowi przeszkodę. I choć irańska ingerencja w sprawy Iraku osłabła, Teheran z pewnością planuje powrót – zarówno tam, jak i w całym regionie.
Dywersyfikacja gospodarki, kluczowa dla odejścia od uzależnienia od ropy, wymaga pragmatycznych polityk, które mogłyby ułatwić normalne relacje zarówno z Izraelem, jak i Iranem. Jednak emocjonalna retoryka często przysłania te praktyczne potrzeby.
Iracka demokracja – choć wciąż młoda – zaczyna zapuszczać korzenie. Wybory pokazują zwrot ku pragmatycznym sojuszom i malejącemu wpływowi zagranicy, co daje nadzieję na bardziej stabilną i niezależną przyszłość. Jeśli ta trajektoria się utrzyma, amerykańska inwazja z 2003 roku, dziś często uznawana za katastrofę, może ostatecznie zostać zapamiętana jako punkt zwrotny ku lepszemu.
Link do oryginału: https://hussainabdulhussain.substack.com/p/iraqi-pols-grapple-with-israeli-and
House of Wisdom, 29 października 2025