Jutro Ameryki i jutro Zachodu


Andrzej Koraszewski 2025-10-29

Tablica z tekstem sonetu Emmy Lazarus umieszczona we wnętrzu pomnika w 1903 roku.
Tablica z tekstem sonetu Emmy Lazarus umieszczona we wnętrzu pomnika w 1903 roku.

Czytam naszą „Gazetę Wyborczą” i zastanawiam się, na ile wypisywane w niej androny mogą ujawniać znaki czasu? W dalekiej Ameryce toczy się bitwa o nowe Ateny. Miasto, gdzie na wysepce przed wejściem do portu stoi słynna Statua Wolności, z datą ogłoszenia niepodległości — 4 lipca 1776. Jest tam również tablica z brązu z sonetem Emmy Lazarus, z którego większość pamięta zaledwie te słowa: „Dajcie mi tylko swoich biednych, tłumy całe…”

Ameryka jest krajem imigrantów, kotłem narodów. Brytyjskie prawa, francuskie idee, włoska mafia, irlandzki katolicyzm, polskie dowcipy. Być może najważniejsza jest grecka idea wolności. To kraj pierwszej udanej demokracji od czasów starożytnych. Francuska rewolucja skończyła się rzezią i powrotem do monarchii, amerykańska rewolucja zrealizowała to, co najlepsze z idei Oświecenia. Czy jesteśmy świadkami końca trwającego 250 lat eksperymentu z republikańską demokracją?


Przyjaciółka, mieszkanka Nowego Jorku, profesor Phyllis Chesler, pisze: 

Moje bardzo „niebieskie” miasto zdaje się być gotowe wybrać na urząd zwolennika dżihadu, nienawidzącego Żydów i popierającego Hamas; i wygląda na to, że wielu Żydów zamierza na niego głosować. Każda krytyka jego powiązań z imamami wspierającymi terror jest natychmiast odrzucana jako „islamofobia”. Sprytne. Twierdzi nawet, że po 11 września to muzułmanie padli ofiarą prześladowań. Ale przede wszystkim – ten człowiek nie ma absolutnie żadnego doświadczenia w zarządzaniu miastem. Zero. Mógłby za to z powodzeniem zagrać w jednym z katarskich filmów antyamerykańskich, produkowanych przez jego matkę, Mirę Nair. A do tego jest dumnym socjalistą/komunistą.

(Warto wyjaśnić, że to ujęte w cudzysłów słowo „niebieskie” oznacza czerwone, bo Nowy Jork ma dominację sympatyków Partii Demokratycznej, która w ostatnich dekadach poszła tak daleko na lewo, że flirtuje zarówno z komunizmem, jak i z islamizmem. W politycznej symbolice demokraci to osioł i kolor niebieski, a republikanie to słoń i kolor czerwony.)


Kandydat na burmistrza Nowego Jorku, Zohran Mamdani, rozpoczął swoją karierę polityczną, dołączając do Demokratycznych Socjalistów Ameryki (DSA) ze względu na swoje propalestyńskie zaangażowanie. Mówiąc o sprawie palestyńskiej, Mamdani powiedział, że wstąpił do studenckiej socjalistycznej organizacji dopiero, kiedy ta organizacja podzieliła się i powstała grupa antyizraelska.

„Jestem w tej organizacji nie dlatego, że wybieraliśmy tylko te bitwy, na które wszyscy byli gotowi w danym momencie, ale dlatego, że wybieraliśmy bitwy słuszne — będące przedłużeniem wartości, które wyznajemy jako socjaliści.”

W nagranym i opublikowanym na YouTube wywiadzie stwierdził wprost, że był to główny powód i że uważa „sprawę palestyńską” za sprawę uniwersalną. Tak więc, podobnie jak nasz Grzegorz Braun, czaruje świat urokiem bezmiaru swojej słabo skrywanej nienawiści. Mamdani mówi językiem „Prawdy”:

„Oczywiście, podnoszenie świadomości klasowej jest kluczową częścią tego wszystkiego, ale równie ważne jest, byśmy mieli kandydatów, którzy to rozumieją i są gotowi mówić o tym głośno — przy każdej możliwej okazji, za każdym razem, gdy mają taką możliwość — tak, by nie marnować siły perswazji, jaka wiąże się z zajmowaniem tych stanowisk.”

W swoim przemówieniu programowym podczas konwencji DSA w 2023 roku Mamdani ponownie zaznaczył, że swoją drogę rozpoczął w organizacji Students for Justice in Palestine (SJP) i w ruchu na rzecz praw Palestyńczyków, a do DSA przyciągnęło go jej stanowisko wobec strategii BDS. „Walka o wyzwolenie Palestyny była i nadal pozostaje rdzeniem mojej politycznej tożsamości” — podkreślił.


Dziennikarz „Gazety Wyborczej” prezentuje to nieco inaczej. W artykule pod tytułem: „Socjaldemokrata Zohran Mamdani faworytem w trwających wyborach na burmistrza Nowego Jorku” najwyraźniej ten opiniotwórca miał trudności z zorientowaniem się, że ten „socjaldemokrata” to socjaldemokrata w leninowskim wydaniu. W pierwszych akapitach czytamy:

Nietypową bitwę o "miasto, które nigdy nie śpi" Mamdani toczy ze wspieranym przez wielki biznes byłym gubernatorem stanu Andrew Cuomo oraz republikańskim weteranem politycznym o polskich korzeniach Curtisem Sliwą.
Oficjalnie wybory odbędą się za tydzień (we wtorek, 4 listopada), ale zgodnie z amerykańskim zwyczajem możliwe jest wcześniejsze głosowanie. Lokale wyborcze otwarto więc już w sobotę (25.10) i od razu pierwszego dnia odwiedziło je prawie 80 tys. osób, pięć razy więcej niż w 2021 roku.

 

To dobry znak dla faworyta, Zohrana Mamdaniego, bo najwyższą frekwencję odnotowano tam, gdzie w czerwcu — dla niektórych niespodziewanie — wygrał on prawybory Partii Demokratycznej.

Z dalszych partii długiego artykułu dowiadujemy się, że „wygląda na to, że Mamdaniemu znakomicie udaje się mobilizować młodych wyborców, w tym tych, którzy wcześniej stronili od polityki. Z drugiej strony, Nowy Jork jest bardzo specyficzny — to Mekka lewicowych liberałów, zupełnie niereprezentatywna dla reszty USA.”


Autor odnotowuje z podziwem, że u boku kandydata pojawili się senator z Vermontu Bernie Sanders i nowojorska kongresmenka Alexandria Ocasio-Cortez, nie informując, że określenie tej pary jako „skrajna lewica” byłoby bardzo delikatne. Informuje natomiast, że przeciwko tej wspaniałej kandydaturze występują miliarderzy i Żydzi oraz że „jest wiele wycieczek personalnych, rozważań o Trumpie i jego nalotach na imigrantów, a także o Strefie Gazy, bo Mamdani jest zdecydowanym krytykiem działań Izraela”.

Tak naprawdę Mamdani nie jest żadnym komunistą, tylko socjaldemokratą. Sam siebie określa mianem "demokratycznego socjalisty". Chce powszechnej, bezpłatnej opieki nad dziećmi, darmowych autobusów w mieście, zamrożenia czynszów, płacy minimalnej w wysokości 30 dol. za godzinę.

Autor wspomina, że trzonowi swojego elektoratu Mamdani obiecał ograniczenie lokalnej policji — mają ich zastąpić pracownicy opieki społecznej i psycholodzy.


Po lekturze tego panegiryku, napisanego przez człowieka udającego dziennikarza, powracam do sonetu Emmy Lazarus:

Nie niczym grecki gigant ze spiżu odlany,
Ze stopami po obu stronach morskiej toni,
Młoda, mocna kobieta, trzymająca w dłoni
Pochodnię, stanie dumnie u portowej bramy.
A światło jej pochodni to piorun schwytany,
Ucieczka Uciśnionych jej imię, bo chroni.
Głosi ona gościnę wszystkim, co pogoni
Uszli i przybywają do krain nieznanych.
"Stare kraje, swą dawną zachowajcie chwałę" –
Wykrzykuje bez przerwy niemymi wargami –
"Dajcie mi tylko swoich biednych, tłumy całe,
Obejmę ich gościnnie mymi ramionami.
Przyślijcie mi bezdomnych gromady niemałe,
Dla nich podnoszę lampę nad portu wodami."
(tłum. Wiktor J. Darasz, 2015)

Ten sonet był napisany w czasach, kiedy przyjeżdżający szukali tu wolności i znajdowali ją. Dziś watahy barbarzyńców szukają tu nie tylko darmowego chleba.

W czerwcu, kiedy zapytano Mamdaniego o jego plan przeciwdziałania waśniom religijnym, odwołał się do własnych doświadczeń związanych z islamofobią po atakach z 11 września:

To lęk, który aż za dobrze pamiętam jako młody muzułmański chłopak dorastający w Nowym Jorku. Moja ciotka, lekarka nosząca hidżab, czuła, że nie może już dłużej funkcjonować w przestrzeni publicznej.

Podobnie jak dziś Mamdani nie dostrzega niczego złego w działaniach Hamasu, Hezbollahu, Iranu, tak wtedy nie widział zła w ataku Al-Kaidy na Amerykę.


Mamdani rzadko mówi o swojej szyickiej tożsamości, wśród swoich nie ukrywa, że popiera „świętą wojnę”, która — jak głosił założyciel Islamskiej Republiki Iranu — będzie trwała, póki cały świat nie będzie głosił chwały Allaha.


Walka o Nowy Jork jest prawdopodobnie przegrana, walka o wolność jeszcze nie, ale coraz trudniej być optymistą. „Gazeta Wyborcza”, jak umie, tak pomaga niczego nie zauważać.