„Church Times” przedstawia moralne uzasadnienie dla antysemityzmu
Jeśli zamierzasz obarczyć Żydów winą za obecną falę antysemityzmu — zwłaszcza na łamach medium kierowanego do społeczności chrześcijańskiej, najlepiej żeby to zrobił jakiś Żyd.
„Dzisiejsza eksplozja nienawiści wobec Żydów opiera się na głęboko zakorzenionym sprzeciwie moralnym wobec polityki Izraela.”
„Żydzi nie są dziś nienawidzeni dlatego, że są obcy.”
„Współczesne żydostwo jest pogardzane z powodu bezlitosnego ataku Izraela na Palestyńczyków w Gazie i na Zachodnim Brzegu.”
To bezpośrednie cytaty z artykułu, momentami zdumiewającego, momentami oburzającego, opublikowanego na łamach Church Times — londyńskiego tygodnika ściśle związanego z Kościołem Anglii. Autorem tekstu jest Dan Cohn-Sherbok, urodzony w USA rabin nurtu reformowanego, mieszkający w Wielkiej Brytanii, gdzie jest emerytowanym profesorem judaistyki na Uniwersytecie Walii.
Jeśli zamierzasz obarczyć Żydów odpowiedzialnością za obecny wzrost antysemityzmu — zwłaszcza w medium kierowanym do chrześcijan — dobrze jest, by zrobił to Żyd. Myślenie jest tu proste: jeśli to mówi Żyd, to przecież nie może być antysemickie.
W rzeczywistości jest odwrotnie.
Zaangażowanie Żyda w tworzenie tej mieszaniny kłamstw, przeinaczeń, przemilczeń i oszczerstw nie tylko nie osłabia antysemickich przekonań, lecz je legitymizuje i wzmacnia. Taktyka wykorzystywania Żydów lub byłych Żydów do atakowania judaizmu i jego naturalnych przejawów — a takimi niewątpliwie są syjonizm i Państwo Izrael — sięga co najmniej średniowiecza.
To, co czyni wkład Cohn-Sherboka szczególnie godnym uwagi, to jego zadziwiająco prymitywna manipulacja — próba rozróżnienia między „starym” antysemityzmem, który rzekomo dotyczył statusu Żydów jako „obcych”, a „nowym” antysemityzmem, który według niego oparty jest na moralnych przekonaniach dotyczących domniemanych zbrodni Izraela. Jak pisze:
„Przez ponad 2000 lat Żydzi byli nienawidzeni, ponieważ na różne sposoby różnili się od reszty społeczeństwa. Ale dziś sytuacja wygląda inaczej: nienawiść wobec Żydów jest obecnie w dużej mierze podsycana przez działania rządu izraelskiego.”
W żadnym momencie nie podważa on założeń, na których opiera się ten obraz Izraela. Jego tekst przyjmuje za oczywiste, że rząd izraelski — a co za tym idzie Siły Obronne Izraela — kieruje się krwiożerczym pragnieniem wymazania obecności Palestyńczyków ze Strefy Gazy oraz z Judei i Samarii. Czytelnik jego słów nie ma szansy dowiedzieć się o długiej historii palestyńskiej przemocy wobec Izraela, zakorzenionej w kampanii eksterminacyjnej mającej na celu zniszczenie żydowskiej suwerenności w części świata, która — zgodnie z islamską teologią — należy do Dar al-Islam („Domeny Islamu”).
Najbardziej rażącym pominięciem jest oczywiście całkowity brak wzmianki o pogromie z 7 października 2023 roku, dokonanym przez Hamas na południu Izraela, który to atak wywołał izraelską operację wojenną przeciw wspieranej przez Iran organizacji terrorystycznej w Gazie. Ale przecież autor mógłby przytoczyć także inne przykłady z ostatniego stulecia — zarówno sprzed, jak i po utworzeniu Izraela w 1948 roku: rzeź żydowskiej społeczności Hebronu w 1929 roku; sojusz palestyńskich i arabskich przywódców z reżimem nazistowskim; próbę zdławienia Izraela zaraz po jego powstaniu przez zmasowany atak armii arabskich; różnego rodzaju porwania, zamachy bombowe i inne akty terroru w ostatnich trzech dekadach XX wieku; oraz powstanie Hamasu — organizacji, która nie kryje swojej ambicji usunięcia Izraela z mapy.
Nie znając osobiście Cohn-Sherboka, powstrzymam się od spekulacji, dlaczego z taką gorliwością atakuje on państwo żydowskie. Ale biorąc pod uwagę jego wykształcenie i doświadczenie zawodowe, trudno mi uwierzyć, że wynika to po prostu z niewiedzy.
Może wierzy, że reprezentuje tradycję żydowskiej opozycji wobec syjonizmu, która została w dużej mierze zmarginalizowana po II wojnie światowej — nie bez powodu, bo wielu jej przedstawicieli, jak choćby działacze Bundu, zginęło podczas Holokaustu. Jeśli tak, nie zauważa, że to nie Żydzi wyznaczają dziś ramy tej debaty.
Zdecydowana większość współczesnych przeciwników syjonizmu to nie-Żydzi, którzy nie mają pojęcia o historii żydowskiej, a są całkowicie pochłonięci „palestynistycznym” kultem politycznym — ze swoim własnym kodeksem ubioru i sloganami. Tak jak pierwsi żydowscy wyznawcy Jezusa zostali zdominowani przez pogańskich konwertytów, których masowe przyjęcie chrześcijaństwa doprowadziło wkrótce do odrzucenia judaizmu jako skostniałej, zawistnej religii, rzekomo odpowiedzialnej za śmierć Jezusa z rąk Rzymian, tak i żydowski antysyjonizm, który wykrystalizował się pod koniec XIX wieku, przeszedł podobną przemianę — przekształcając się w to, co nazywam „antysyjonizmem” kierowanym przez nie-Żydów, czerpiącym obficie z głęboko zakorzenionych tradycji antysemickich obecnych zarówno w chrześcijaństwie, jak i w islamie.
Ewidentna niechęć Cohn-Sherboka do wyciągnięcia koniecznych wniosków i powiązania współczesnego antysemityzmu z jego wcześniejszymi formami w znacznym stopniu tłumaczy jego błędne rozróżnienie między „starą”, zdyskredytowaną nienawiścią a „nową”, „zrozumiałą” wersją. Absurdalność takiej pozycji nie może zostać wystarczająco mocno podkreślona — zwłaszcza że mieszka on w kraju, gdzie ruchy solidarności z Hamasem otwarcie atakują „żydowską supremację”, przywołują starożytny „zarzut o mord rytualny”, by oczernić państwo żydowskie, i twierdzą, że Żydzi są ciałem obcym na Bliskim Wschodzie (niestety, nie byłby on jedynym akademikiem zajmującym się judaizmem, który podziela ten pogląd).
Na koniec stwierdza, że nienawiść wobec Żydów nie „zniknie tylko dlatego, że społeczność żydowska będzie tego żądać. Antysemityzm będzie się nasilał, dopóki problem palestyński nie zostanie rozwiązany.”
To znów absurdalne — zwłaszcza że „rozwiązanie” proponowane przez Hamas, radykalne frakcje lewicowe oraz, w głębi ducha, przez biurokratów z Autonomii Palestyńskiej, wymagałoby unicestwienia Izraela. Co jego zdaniem stałoby się z tymi izraelskimi Żydami, którzy przetrwaliby upadek swojego państwa? Czy zostaliby przyjęci z otwartymi ramionami w „wolnej Palestynie”? Czy europejscy demonstranci wychwalający dziś Hamas zapewniliby im nowe domy i środki do życia?
Cohn-Sherbok powinien wiedzieć, że antysemityzm nie jest zjawiskiem, które po prostu znika. On się przekształca i mutuje. W ciągu 80 lat od klęski nazizmu Żydzi nauczyli się tej lekcji na własnej skórze. Bez względu na to, czy żyją jako bezbronna mniejszość, czy też w ramach suwerennego państwa, muszą stale mierzyć się z trwałością antysemickich przekonań wśród nieżydowskich społeczeństw.
Dlatego właśnie ogromna większość Żydów postrzega istnienie Izraela jako sprawiedliwość, której odmawiano im przez dwa tysiące lat — oraz jako ratunek dla nich i ich rodzin. Żadna ilość śliskiej propagandy — opublikowanej w tym przypadku przez medium, które naprawdę powinno wiedzieć lepiej — tego nie zmieni.
Link do oryginału: https://www.jns.org/the-church-times-makes-the-moral-case-for-antisemitism/
JNS, 24 października 2025
Ben Cohen jest publicystą JNS