Niepokoje rzekomo współczujących
Podobno współczujący domagali się zakończenia wojny Izraela z niewinnymi Palestyńczykami, ale odnosi się dziwne wrażenie, że w związku z obecnym zawieszeniem broni mają mieszane uczucia.
Nie tylko dziwnie informują o powrocie umundurowanych (i uzbrojonych) terrorystów Hamasu na ulice Gazy i o zabijaniu Palestyńczyków przez Palestyńczyków, nie tylko przekłamują życiorysy wypuszczonych z izraelskich więzień terrorystów, ale robią niesłychane akrobacje, żeby przedstawić osiągnięte zawieszenie broni w najgorszym świetle.
Całkiem przemilczeć się nie da, więc nawet obrzydliwie antysemicki „Guardian” dał wczoraj na pierwszej stronie, na samej górze, pięć materiałów dotyczących osiągniętego zawieszenia broni. Otworzyłem wczoraj rano naszą „Gazetę Wyborową” i najpierw dowiedziałem się, że jakaś dyrektorka teatru odmówiła autoryzacji wywiadu, że PiS ma teorie spiskowe i że jest Dzień Edukacji. Po czternastu bzdurnych informacjach dotarłem do „doniesienia” o wydarzeniach w Izraelu i na Synaju — na temat wojny, która wcześniej zajmowała warszawskich dziennikarzy w dzień i w nocy.
Donosi nam jakaś panienka z ulicy Czerskiej, że Donald Trump „nakłada pokój” na Bliski Wschód. Czy ona mogła mieć na myśli, że wymusza? No fakt, trochę ten pokój jest wymuszony, ale ona napisała „nakłada” — czy jak surówkę na talerz, czy może jak jakieś sankcje, czy coś w tym rodzaju? Czytam dalej i dowiaduję się, że do Szarm el-Szejk dotarło ponad 20 światowych przywódców, że prezydent Egiptu podkreślił konieczność rozwiązania dwupaństwowego, o czym nie wspomniał Donald Trump, jak również że Trump się spóźnił, bo zbyt długo zabawił w Izraelu.
Mógłby ktoś pomyśleć, że po setkach artykułów wyrażających współczucie niemal wyłącznie wobec tych, którzy tę wojnę rozpoczęli, oraz gorące pragnienie, żeby mogli wreszcie odetchnąć i odzyskać siły, perspektywa zawieszenia broni powinna ucieszyć — ale z wyznań pani dziennikarki parował smutek, jakiś niezgłębiony żal.
Z drugiej strony, może powinniśmy zrozumieć nie tylko kłopotliwą sytuację pracownicy medialnej, która po przeczytaniu siedmiu do ośmiu doniesień agencyjnych doszła do wniosku, że należy coś czytelnikom „nałożyć na talerz”.
„The New York Times” wyjaśnia, że grunt pod tę umowę przygotował Biden, a jego plan pokojowy sprzed roku był nawet lepszy. Były sekretarz stanu Antony Blinken wyjaśnił tej gazecie, że to jest inny moment, a oni nie mieli tego, co Trump ma teraz. Dziennikarz nie domagał się szczegółowych wyjaśnień, więc czytelnicy nie dowiedzieli się, że oni stawiali ultimatum Izraelowi, a Trump — Hamasowi, co może być istotną różnicą, a na dodatek, że premier Netanjahu mógł bronić życia swoich obywateli bez ciągłych gróźb ze strony najważniejszego sojusznika, co pozwoliło na poważne osłabienie nie tylko samego Hamasu i Hezbollahu, ale również Iranu.
Po drugiej stronie barykady również wielu zauważa, że nie jest to najlepsza umowa — daleka od bezwarunkowej kapitulacji Hamasu — ale najlepsza, jaką można było w dzisiejszej sytuacji osiągnąć. Zauważenie tego faktu byłoby dla klasy piszącej zbyt trudne i wymagałoby później długotrwałej pomocy fachowych psychoterapeutek.
Twórcy cyfrowi Europy i okolic zachwycili się orzeczeniem premiera Hiszpanii, Pedro Sáncheza, który powiedział wczoraj, że
„rozejm między Hamasem a Izraelem nie może odbywać się kosztem pociągnięcia do odpowiedzialności osób winnych ludobójstwa w Strefie Gazy.
– Pokój nie może oznaczać zapomnienia; nie może oznaczać bezkarności.
– Ci, którzy odegrali kluczową rolę w ludobójstwie dokonanym w Gazie, muszą stanąć przed wymiarem sprawiedliwości. Nie może być mowy o bezkarności – dodał, zapytany o możliwość postawienia w stan oskarżenia premiera Benjamina Netanjahu.”
Pedro nie przytoczył definicji ludobójstwa, nie powiedział, skąd ma swoje informacje o tym, że to Żydzi popełnili ludobójstwo. Jak przystało na bolszewika, założył, że „wszyscy wiedzą”.
Polski premier pewnie by się nie odważył sprostować nieścisłości swojego hiszpańskiego kolegi i wyjaśnić, że to polski prawnik zbudował definicję ludobójstwa i że ta używana w konwencji ONZ definicja zakłada zamiar eksterminacji grupy etnicznej lub religijnej w całości lub części.
Taki zamiar deklaruje Hamas w swoim statucie i taki zamiar przyświecał operacji 7 października 2023. Premier Netanjahu prowadzi wojnę z ludobójcami i prowadził ją w sposób zdumiewający – oszczędzając ludność cywilną, tak jak nie robiła tego nigdy żadna inna armia zachodnia, karmiąc wrogą populację i ścigając ukrywających się wśród własnej ludności cywilnej wrogów. Hiszpański premier o tym wie, dziennikarze powinni wiedzieć, chociaż za dużo nie można od nich wymagać, polski premier doskonale o tym wie, ale jest zbyt wielkim tchórzem, żeby powiedzieć o tym głośno, bo to naraża na gniew elektoratu ustawionego przez media.
Czy mam dziś większe pretensje do polskiego premiera niż do hiszpańskiego? Tak, bo to mój premier. Czy mam większe pretensje do „Gazety Wyborowej” niż do „Rzeczpospolitej”? Tak, bo „Rzeczpospolitą” zakładał przed wojną polski zwolennik faszyzmu, a „Wyborową” — koledzy z antykomunistycznej opozycji.
Czy cały ten bolszewicki, polityczny i dziennikarski motłoch można tłumaczyć tym, że kierują się autentycznym współczuciem dla palestyńskich dzieci, kobiet i całkowicie niewinnej ludności? Ani przez sekundę. Ich pogarda dla Palestyńczyków wyłazi z każdego zdania — nikt z nich nie potrafi wymienić chociażby kilku nazwisk palestyńskich dysydentów, którzy mówią, że nie wszyscy Palestyńczycy chcą żyć pod faszystowską władzą Hamasu czy Fatahu, jak ognia unikają informowania o nazistowskiej ideologii dżihadystów, nigdy nie pokazują nazistowskich symboli, którymi ci dżihadyści się posługują.
Czy chcecie mi powiedzieć, że nie wiedzą, co robią?
Taka bezwzględna ignorancja może być udziałem różnych influencerek, czy nawet sławnej reżyserki, ale nie kogoś, kto zawodowo „informuje” o tym konflikcie. Nie — oni wyłącznie współczują, że ich przyjaciołom, mimo ich heroicznych wysiłków, udaje się zabijać tak mało Żydów.
Palestyńczycy otrzymali wielokrotnie więcej zagranicznej pomocy niż wynosił Plan Marshalla dla całej Europy Zachodniej. Czy to „współczujące” bractwo kiedykolwiek zaniepokoiło się, że ich pieniądze idą na budowę tuneli terroru i na broń dla terrorystów, a nie na rozwój? Ani trochę. Bredzili o swoim współczuciu, doskonale wiedząc, co finansują. Dziś są zakłopotani wymuszonym zawieszeniem broni i oklaskują hiszpańskiego bolszewika.
Prokurator, który wymyślił sztuczkę z aresztowaniem izraelskiego premiera za rzekome ludobójstwo, Karim Ahmad Khan, jest obecnie zawieszony z powodu oskarżenia o inne przestępstwa niż perwersja prawna, ale możecie być pewni, że Pedro wam o tym nie powie, „Gazeta Wyborowa” też raczej nie.
W czasie stanu wojennego państwo Turowiczowie odwiedzili szwedzkie miasto Lund, gdzie mieszkała ich córka Joanna, przy okazji wpadli do nas na kolację, opowiadając mnóstwo anegdot o sytuacji w Polsce i w Kościele. Pan Jerzy sypał dowcipami, których ateiście nie wypada powtarzać, ale zatkało nas, kiedy pani Anna opowiedziała dowcip o nowym herbie Warszawy. Trzeba ją było widzieć, jak z uśmiechem Giocondy mówi:
– Wiecie, jaki jest nowy herb Warszawy? Falska na Siwaku z mieczem w pochwie.
Irena Falska była dziennikarską tirówką, prezenterką Polskiego Radia. Albin Siwak był partyjnym „pisarzem”. Czasy się zmieniły, tamtych nazwisk nikt już nie pamięta. Pobratymcy Falskiej i Siwaka pracują dziś w „Wyborowej”.
Dziś to byłaby raczej Grupińska na Braunie z mieczem w pochwie. Reżyser filmowy Grzegorz Braun jest wierny starszej tradycji nienawiści w służbie narodowi, pani Hanka Grupińska utrzymuje się z lamentów nad Żydami pomordowanymi dziesiątki lat temu, a jej hobby to apele do polskiego rządu, żeby — jak tylko ten żydowski premier przyjedzie do Auschwitz — natychmiast go aresztować. Pedro by się pod jej apelem podpisał. Wiadomo — proletariusze lubią się łączyć, a już ci umysłowi i moralni proletariusze łączą się pasjami.