Samo uwolnienie izraelskich zakładników to stanowczo za mało


Joshua Hoffman 2025-10-16


Oddanie zakładników bez zniszczenia Hamasu to jak leczenie raka środkami przeciwbólowymi.


Roei Shalev przeżył 7 października 2023 roku. Przeżył postrzelenie w plecy podczas festiwalu muzycznego Nova, przeżył momenty, gdy terroryści zamordowali jego partnerkę Mapal Adam i bliskiego przyjaciela Hili Solomona, przeżył dni i miesiące później, gdy żałoba i szok złożyły się w siebie i nigdy już się z nich nie wyplątały.


Dwa tygodnie po masakrze jego matka, Raffaela, również odebrała sobie życie. Dwa lata później, w pożegnalnym wpisie przypominającym transkrypcję rany, która nie potrafi się zamknąć, Shalev napisał, że „płonie” i że w środku jest już „martwy”. W miniony piątek znaleziono go w płonącym samochodzie na zjeździe z autostrady w Izraelu. Popełnił samobójstwo.


Jego śmierć – kolejna w ciągu tragicznych losów ocalałych, prześladowanych długo po ataku – spotkała się z tą samą bezsilnością, która towarzyszy tej wojnie: żalem, zorganizowaną pomocą, przemówieniami, kondolencjami, nagłówkami, a potem świadomością, że to wszystko nie zszywa życia, które zostały roztrzaskane w sposób, który nie zna ani rocznic, ani dyplomatycznych kamieni milowych.


Każdy uwolniony zakładnik ma znaczenie. Każda odzyskana osoba to czyjeś dziecko, czyjś rodzic, przyjaciel, życie zatrzymane i – miejmy nadzieję – wznowione. Ich uwolnienie to moralny imperatyw, ludzki triumf w obliczu barbarzyństwa.


Ale zatrzymać się na wymianie zakładników, potraktować ich powrót jako zamknięcie bilansu, to pomylić pojedynczy akt miłosierdzia z pełnią obowiązku sprawiedliwości i zapobiegania. Obraz rodziny ponownie zjednoczonej jest konieczny i żywotny; nie jest jednak wystarczający. Nawet jeśli akcje ratunkowe i negocjacje są bohaterskie, nie zmieniają one strategicznego faktu: taktyki, które doprowadziły do porwania tych zakładników – masowe mordy, przemoc seksualna, porwania, celowe wykorzystywanie cywilów jako broni – pozostaną wzorcem, jeśli nie zostaną zniszczone.


Pytanie, jakie musi sobie zadać pogrążony w żałobie kraj, jest brutalnie proste: Czy świat cywilizowany podejmie działania, które sprawią, że Hamas nigdy więcej nie stanie się wzorcem dla terroru? Czy też ta groza zostanie zachowana jedynie w pamięci – jako precedens, a nie ostrzeżenie?


Dla ocalałych z festiwalu Nova przemoc nie skończyła się, gdy opuścili pustynię, ani gdy zakładnik wrócił do domu. PTSD nie uznaje zawieszeń broni. Kraj obserwuje lawinę kryzysów zdrowia psychicznego: ocalałych, którzy wielokrotnie i publicznie opisują nieustające traumy; relacje o samobójstwach i próbach samobójczych wśród młodych ludzi, którzy widzieli, co się tam wydarzyło.


Przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego i środowisk medycznych od miesięcy ostrzegają, że mamy do czynienia z ogólnonarodowym kryzysem zdrowia psychicznego, który wymaga stałych nakładów: długoterminowej, profesjonalnej opieki, stabilnego finansowania, działań wyprzedzających skierowanych do osób, które same nie potrafią poprosić o pomoc, oraz społecznego konsensusu, że żywe rany wymagają czegoś więcej niż konferencji prasowych. Świętowanie powrotu zakładnika przy jednoczesnym utrzymywaniu struktur umożliwiających zniszczenie – to tak, jakby świętować ratunek, ignorując groźbę jego powtórki.


Istnieje zarówno wymiar bezpieczeństwa, jak i wymiar moralno-polityczny w zapewnieniu, że „nigdy więcej” nie stanie się pustym frazesem. Bezpieczeństwo wymaga rozbicia zdolności operacyjnych grupy, która dokonała rzezi. Oznacza to coś więcej niż symboliczne ataki czy chwilowe sankcje; to konieczność trwałej współpracy międzynarodowej, której celem jest likwidacja dowództwa, logistyki, bezpiecznych kryjówek, finansowania i politycznego parasola, które umożliwiają grupom terrorystycznym użycie siły i rekrutację. Oznacza to także odebranie im prestiżu, który zyskują poprzez skuteczne, widowiskowe okrucieństwa.


Jeśli taktyki Hamasu nie zostaną w sposób znaczący ukarane, to te właśnie taktyki – masowa rzeź, pogwałcenie ochrony cywilów, spektakularne porwania i transmisje propagandowe – będą przekazywane kolejnym grupom jako podręcznik skuteczności i rozgłosu. Społeczność międzynarodowa nie może być neutralna wobec mechaniki zła, nie stając się mimowolnym nauczycielem. To nie jest zemsta dla samej zemsty; to jest prewencja.


Od końca lat 60. do początku lat 80. porwania samolotów przez palestyńskie grupy zbrojne były znaną taktyką w kontekście konfliktu arabsko-izraelskiego. We wrześniu 1970 roku członkowie Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny porwali cztery samoloty lecące do Nowego Jorku i jeden do Londynu. Trzy z nich zmuszono do lądowania na pustynnym lotnisku Dawson’s Field w Jordanii – niegdyś bazie RAF – które zamieniono w „rewolucyjne lotnisko” Ludowego Frontu.


27 czerwca 1976 roku samolot Air France wystartował z Tel Awiwu z 246 pasażerami (głównie Żydami i Izraelczykami) oraz 12 członkami załogi. Podczas  międzylądowania w Atenach, dosiadło się 58 pasażerów, w tym czterech porywaczy. Krótko po starcie maszyna została porwana przez dwóch Palestyńczyków z Ludowego Frontu, co zakończyło się dramatyczną izraelską operacją ratunkową w Entebbe. Świat oklaskiwał odwagę Izraela, ale nie ukarał sprawców, ich sponsorów ani ideologii, która ich napędzała.


To był początek problemu. Wykorzystanie cywilnych samolotów jako broni politycznej przez Palestyńczyków pozostało w dużej mierze bezkarne, a w niektórych kręgach wręcz romantyzowane. Porwania stały się modnym obliczem „oporu”. To, co zaczęło się jako taktyka palestyńska, stało się międzynarodowym językiem terroru – kopiowanym przez rewolucjonistów, islamistów i antyzachodnich ekstremistów na całym świecie.


Wniosek dla obserwatorów był jasny: terroryzm działa. Porywacze nie musieli wygrywać wojen; wystarczyło, że potrafili porazić świat strachem. Ta logika, dopracowana przez palestyńskie grupy terrorystyczne, rozprzestrzeniała się przez dziesięciolecia aż do 11 września 2001 roku, kiedy Al-Kaida zastosowała ten sam podręcznik, zamieniając samoloty w rakiety. Palestyńskie porwania z lat 70. nie były tylko zbrodniami wobec Izraelczyków czy Żydów – były prototypem globalnego terroryzmu. Światowa porażka w potępieniu i rozmontowaniu tej kultury przemocy pozwoliła, by ta psychologiczna broń ewoluowała.


Jeśli celowe ataki na cywilów nagradzane są wpływami lub nagłośnieniem, będą naśladowane. Jeśli zostaną obnażone, odizolowane i wymazane jako narzędzie polityki – można uczynić je bezużytecznymi jako wzór. Ten wybór nie jest abstrakcyjny. Liczy się w martwych dzieciach, w życiach pogrążonych w chronicznej rozpaczy, w społecznościach, które nigdy się nie podniosą.


Taka moralno-polityczna postawa wymaga odwagi państw demokratycznych, bo wymusi niewygodne pytania o sojusze, egzekwowanie prawa i granice realizmu politycznego. Będzie wymagać skoordynowanego nacisku na państwa i aktorów niepaństwowych wspierających terror – zamykania kanałów finansowych, kontroli transferów broni, rozbijania sieci wsparcia i odmawiania legitymizacji dyplomatycznej.


To będzie również oznaczać odbudowę systemów wywiadowczych i obronnych zapobiegających podobnym infiltracjom: lepsze systemy wczesnego ostrzegania, solidniejsza ochrona „miękkich celów”, zdolności szybkiego reagowania, które nie ograniczają się do reakcji, oraz współdzielenie informacji wywiadowczych z nastawieniem na przewidywanie i powstrzymywanie scenariuszy masowych ofiar. To są środki techniczne – ale nie są sprzeczne z moralną jasnością.


W rzeczywistości są jej wyrazem. Zapewnienie opieki i ściganie sprawców, powitanie zakładników w domu i eliminacja warunków, które ich stworzyły – to obowiązki komplementarne: jedno leczy jednostkę, drugie chroni wielu.


Żądanie, by Hamas został potraktowany jako przestroga, by unieważniono jego model działania, często brzmi jak wezwanie do przesadnej kary. To błędna interpretacja. Uczynienie z danej grupy przykładu dla przyszłych terrorystów nie wymaga okrucieństwa ani podważania rządów prawa; wymaga skrupulatnego stosowania prawa, współpracy międzynarodowej i siły odstraszającej – proporcjonalnej i skutecznej. Wymaga systemu prawnego, który pociągnie do odpowiedzialności liderów i logistyków, odetnie wsparcie materialne, odbierze scenę medialną, na której gloryfikuje się zbrodnie.


Celem nie jest powielenie brutalności, lecz uczynienie brutalności nieskuteczną strategicznie. Stanowcza, szanująca prawa reakcja międzynarodowa, która zniszczy model biznesowy terroryzmu, jest nie tylko etyczna – jest strategiczna. Ratuje życie.


Istnieje również istotny element wewnętrzny. Naród, który wita swoich obywateli wracających z niewoli, nie może mylić wolnego ciała zakładnika z uzdrowionym społeczeństwem. Żałoba po masakrze i powolna erozja nadziei, która może zakończyć się tym, że człowiek podpala się na autostradzie – to dymne sygnały strukturalnego zaniedbania.


Długofalowe finansowanie usług zdrowia psychicznego musi być apolityczne i bezwarunkowe; opieka uwzględniająca traumę musi być zintegrowana ze szkołami, szpitalami i ośrodkami społecznościowymi; systemy bezpieczeństwa socjalnego muszą być stabilne dla rodzin, którym odebrano żywicieli czy oparcie; upamiętnienie musi iść w parze z aktywnym wsparciem, które monitoruje sytuację i interweniuje wcześnie. Retoryka publiczna ma znaczenie: dla ocalałych frazy w stylu „nie pozwolimy im wygrać” brzmią pusto, jeśli państwo nie potrafi spełnić obietnic opieki nad żyjącymi. Dla świata sama retoryka jest marnym substytutem trwałych, namacalnych inwestycji, które zmniejszają cierpienie i zapobiegają kolejnym ofiarom wojny i terroru.


Na koniec – rozważmy moralną kalkulację wolnego świata. Powrót zakładników to bezwzględny obowiązek etyczny; to forma restytucji, która nie może być odkładana i musi być realizowana, gdy tylko jest możliwa.


Ale jeśli społeczność międzynarodowa pozwoli, by mechanizm, który stworzył tych zakładników, pozostał nienaruszony, wówczas dokona tylko ograniczonej sprawiedliwości: przywróci człowieka rodzinie, ale zostawi nietknięte źródło krzywdy. Taka ograniczona sprawiedliwość zostanie następnie przeanalizowana przez przyszłych zabójców jako realna ścieżka do rozgłosu, wpływu i efektu. Alternatywą jest połączenie taktycznego, emocjonalnego aktu uwolnienia z strategią, która likwiduje strategiczną użyteczność okrucieństwa. To oznacza sprawiedliwość w pełnym sensie: ratunek dla jednostki i unieszkodliwienie modelu terroru.


Historia życia Roeiego Shaleva – i życie innych jemu podobnych – domaga się, byśmy myśleli nie tylko w kategoriach pojedynczych aktów ratunku, ale długich procesów ochrony. Musimy zapytać samych siebie, czy nasza reakcja oddaje sprawiedliwość głębi ich cierpienia. Czy zainwestujemy w leczenie i strukturalne zapobieganie, czy też będziemy oklaskiwać powroty zakładników, pozwalając by mechanizmy, które ich stworzyły, działały dalej?


Powrót zakładników to konieczny rozdział w moralnym bilansie; to nie jest cała książka. Pisać ją dalej tak, jakby ostatnia strona była jedyną – to skazać przyszłe pokolenia na odczytywanie tragedii, którym mogliśmy wreszcie zapobiec.


Jeśli społeczność międzynarodowa naprawdę poważnie traktuje ochronę człowieczeństwa i pragnie uniemożliwić wykorzystywanie barbarzyńskich taktyk jako lekcji dla innych – musi przemienić moralny imperatyw uwolnienia zakładników w trwałą politykę, która uczyni metody zbrodni niemożliwymi do powtórzenia.

Wszystko poniżej tego to tylko połowiczne miłosierdzie. Pełen obowiązek wciąż czeka.


Link do oryginału: https://www.futureofjewish.com/p/returning-the-israeli-hostages-is

Future Of Jewish, 12 października 2025