Po Manchesterze nie ma już wątpliwości – antysyjonizm to antysemityzm
W czwartek w Anglii miały miejsce dwa przerażające wydarzenia. Pierwszym było faszystowskie morderstwo dwóch Żydów w synagodze w Manchesterze. Drugim – antyizraelskie protesty, które przetoczyły się przez wielkie miasta, zanim ciała naszych dwóch żydowskich rodaków jeszcze ostygły. „Od rzeki aż po morze!” – ryczał izraelofobiczny tłum w śmiertelnej ciszy po barbarzyńskim ataku w Heaton Park. Dwóch zamordowanych Żydów to za mało, jak się okazuje – ci ludzie domagają się brutalnego wymazania całego narodu żydowskiego.
Musimy zmierzyć się z tym, jak chore i bezduszne było to, że tłumy w Londynie, Edynburgu i samym Manchesterze zionęły nienawiścią wobec państwa żydowskiego zaledwie kilka godzin po morderstwie dwóch Żydów. To było jak sypanie soli izraelofobii w ranę antysemityzmu. „Nienawidzę Żydów” – mówił w istocie ten obrzydliwy nożownik. „Nienawidzimy ojczyzny Żydów” – wtórowali mu owinięci w kefije krzykacze na naszych ulicach. Gdy Żydzi w Anglii czuli się niepewnie, ci wykrzykujący aktywiści domagali się zniszczenia jedynego, małego skrawka ziemi, który obiecuje Żydom bezpieczeństwo. „Nie ma dokąd uciekać” – to był bezpośredni i przerażający przekaz nienawiści do Izraela, który nastąpił zaraz po żydobójstwie.
Ale w tych marszach chodziło o coś więcej niż bezduszność – to było nic innego, jak odwrotność Cable Street. 4 października 1936 roku – dziś mija 89. rocznica – radykalna lewica stanęła w obronie londyńskich Żydów przed zagrożeniem ze strony faszyzmu, wówczas w wydaniu europejskim, nie islamistycznym. Lewica stanęła ramię w ramię z żydowskimi mieszkańcami East Endu przeciw groźbie ze strony Oswalda Mosleya i jego czarnych koszul. Przenieśmy się o 89 lat do przodu – dziś lewica reaguje na brutalną nienawiść wobec Żydów nie przez solidarność z Żydami, lecz przez wściekłość na państwo żydowskie. Powiedzmy to wprost: po terrorystycznym mordzie Żydów na angielskiej ziemi w 2025 roku, lewica wyszła na ulice, by powtarzać obrzydliwe uprzedzenia Oswalda Mosleya tej sytuacji – dźgającego nożownika Dżihada Al-Shamie. Oficjalnie przeszli na drugą stronę barykady Cable Street. Są teraz po drugiej stronie.
Orgia izraelofobii, która nastąpiła po rzezi w synagodze, dobitnie pokazała: nienawiść do państwa żydowskiego to bliska krewna nienawiści do Żydów jako takich. A właściwie – to duchowe rodzeństwo. Fakt, że te dwie rozszalałe ideologie współistnieją dziś w Wielkiej Brytanii, nie jest przypadkiem – wbrew temu, co chciałaby wmówić lewica antyizraelska. To nie zbieg okoliczności, że w Wielkiej Brytanii szerzy się zarówno „respektowana” pogarda wobec jedynego państwa żydowskiego, jak i „nierespektowana” wrogość wobec Żydów. Jedno karmi drugie. Izraelofobia to zgniła gleba, w której rozkwita i rozprzestrzenia się nienawiść do Żydów. I najwyższy czas, żebyśmy zaczęli to otwarcie mówić.
Po rasistowskim okrucieństwie w Heaton Park przez kręgi lewicowe i liberalne w Wielkiej Brytanii przetoczyła się fala defensywności. Wpływowi „postępowcy” rzucali zdawkowe potępienia tego ataku – nie zapominając oczywiście wspomnieć o „islamofobii” – ale zaraz potem zabrali się za swój właściwy cel. Nie obwiniajcie nas za ten horror, mówili w istocie. My występujemy przeciwko państwu, nie przeciwko narodowi. Nasz gniew jest wymierzony w „ludobójczy byt”, nie w żadną grupę etniczną czy religijną. Jesteśmy przeciwni Izraelowi, a nie Żydom.
W mediach społecznościowych trwały rozpaczliwe próby oddzielenia antyizraelskiego aktywizmu od nienawiści wobec Żydów. „Zrównywanie protestów przeciwko ludobójstwu w Gazie” z „antysemickim atakiem” jest „głęboko nieodpowiedzialne” – powiedział Zack Polanski z brytyjskiej Partii Zielonych. Nie ma żadnego podobieństwa między antysemityzmem a sprzeciwem wobec „państwa zagranicznego, które – jak ustalił konsensus badaczy ludobójstwa – dopuszcza się ludobójstwa” – dodał Owen Jones. Tłum przeciwników Izraela, który opanował dworzec Liverpool Street i inne miejsca w Wielkiej Brytanii, z pewnością sądził podobnie – że ich osobliwie intensywna nienawiść do jednego państwa nie ma nic wspólnego z umysłem stojącym za okropnościami w Heaton Park zaledwie kilka godzin wcześniej.
Nigdy nie wierzyłem w to, że da się elegancko oddzielić jednostronną obsesję aktywistów na punkcie państwa żydowskiego od pojawiającego się w naszym społeczeństwie bigoterii wobec Żydów. Po Manchesterze wierzę w to jeszcze mniej. Ten moment wymaga szczerości. Stawka jest zbyt wysoka, by kluczyć językowo wokół chorób naszego społeczeństwa. Sedno sprawy jest takie: jeśli spędzasz każdą godzinę każdego dnia obsesyjnie potępiając rzekome niegodziwości państwa żydowskiego, jeśli bez końca przedstawiasz syjonizm jako najokrutniejszą ideologię na Ziemi, to nie masz prawa udawać zaskoczenia, kiedy Żydzi stają się celem obelg czy przemocy. Zachowujesz się jak słoń w składzie porcelany, który pyta: „Co się stało z tymi talerzami?”
Antysyjonizm to antysemityzm. To główna forma nienawiści do Żydów, jaką przybiera ona na Zachodzie w XXI wieku. To współczesna maska tej starożytnej nienawiści w rzekomo postrasistowskich czasach. Mam uwierzyć, że to czysty przypadek, że dzisiejsi aktywiści mówią o państwie żydowskim dokładnie to, co kiedyś plugawi faszyści mówili o Żydach jako narodzie? Izrael, mówią, jest wyjątkowo morderczy. To krwiożerczy byt. Czerpie przyjemność z zabijania dzieci. Dysponuje ogromną globalną władzą. Nawet potężne państwa tańczą, jak mu zagra. Ocena za oryginalność: 0/10 – każda z tych oszczerczych kalek była wcześniej wypowiadana wobec Żydów, zanim przywłaszczyliście je sobie w kampanii demonizowania państwa żydowskiego.
Zastanówmy się nad tą obsesją na punkcie Izraela. Sprzeciwiałem się wojnom prowadzonym przez USA, Wielką Brytanię, Francję, Turcję, Rosję i Rwandę – ale żadne z tych państw nie zaprzątało każdej mojej myśli. Nigdy nie wzywałem do ich wymazania z rodziny narodów. Nie odwiedzałem maniakalnie kampusów, nie pisałem artykułów, nie nagrywałem filmów ani nie stawałem na rogu ulicy, by mówić: „Turcja nie ma tylko racji, bombardując Kurdów”, ale że „Turcja to najbardziej demoniczny, krwiożerczy twór na świecie i ludzkość jest skazana na zagładę, dopóki ten podły „kraj” nie zostanie starty z powierzchni ziemi”. Wiecie, dlaczego tego nie mówiłem? Bo nie jestem rasistą.
Oto kluczowe podobieństwo między antysyjonizmem a antysemityzmem – obie ideologie uznają jakiś żydowski byt, czy to naród, czy państwo, za źródło zła na świecie. To właśnie zawsze odróżniało antysemityzm od innych form rasizmu – to, że jego paliwem była nie tylko uprzedzenie, ale też spiskowa paranoja, wedle której Żydzi są skażeniem Ziemi, zatruwaczami dusz. I to właśnie odróżnia antysyjonizm od polityki, od sfery rozsądnej debaty, do której wyznawcy tej ideologii chcą uchodzić – on także czyni z żydowskiego zjawiska, czyli państwa żydowskiego, wcielenie zła, plugawiące ludzkość, przelewające krew niewinnych i wypaczające myślenie Zachodu. On także widzi „sprawę żydowską” jako truciznę w studni ludzkości.
Dla mnie antysyjonizm to jak pranie brudnych pieniędzy – tyle że w sferze idei. To pozornie akceptowalna postawa polityczna, która pozwala pewnym grupom społecznym przemycić swoją niechęć do Żydów pod przykrywką „krytyki Izraela”. Od brytyjskich elit, które od dawna nie czuły się komfortowo z Żydami, po radykalnych islamistów, którzy otwarcie ich nienawidzą – antysyjonizm stał się peleryną, pod którą mogą przemycić swoje podejrzenia wobec Żydów do życia codziennego. Od faszystowskiego ścieku po lewicowców pijanych dawnym „socjalizmem głupców” – antysyjonizm to maska dla trwającej, utajonej wiary, że w Żydach jest coś nieczystego, coś toksycznego.
Zasiać tyle jadu wobec narodu żydowskiego, a potem udawać oburzenie, gdy Żydzi są demonizowani? Nie. Nie zgodzimy się na to dłużej. To właśnie dlatego „syjoniści” – czyli Żydzi – są dziś celem – bo zatruwaliście debatę publiczną fanatycznym, szowinistycznym przekonaniem, że syjonizm to zło, a każdy, kto go popiera – również. Że Izrael jest wyjątkowo okrutny, a jego zwolennicy także. Że państwo żydowskie to najbardziej odrażające państwo na świecie, do tego stopnia, że zasługuje na unicestwienie – „od rzeki aż po morze”. Za barbarzyństwo w Heaton Park odpowiada wyłącznie Dżihad Al-Shamie. Ale za co odpowiadacie wy – to przywrócenie w pseudopolitycznym języku średniowiecznej obsesji na punkcie złowrogich Żydów. Po Manchesterze – ja, ze swej strony – poświęcam się całkowitemu pokonaniu antysyjonizmu.
Link do oryginału: https://www.spiked-online.com/2025/10/04/after-manchester-there-can-be-no-doubt-anti-zionism-is-anti-semitism/
Spiked, 4 października 2025
Brendan O’Neill – brytyjski dziennikarz, publicysta magazynu „Spiked” , autor głośnej książki A Heretic’s Manifesto: Essays on the Unsayable.