Australijska fantazja o spójności społecznej
Zgodnie z polityką rzekomej „spójności społecznej” i jakoby w celu zapobiegania „islamofobii”, rząd australijskiej Partii Pracy – reprezentowany głównie przez minister spraw zagranicznych Penny Wong, ministra spraw wewnętrznych Tony’ego Burke’a oraz premiera Anthony’ego Albanese’a – w niepokojący sposób wydaje się bagatelizować narastającą, często brutalną nienawiść do Żydów w głównych australijskich miastach.
Podczas gdy społeczność żydowska staje się celem licznych aktów terroru, rząd australijski w ekspresowym tempie przyjmuje setki potencjalnie niebezpiecznych Palestyńczyków jako uchodźców – praktycznie bez żadnego sprawdzenia.
Jedynym krajem, który byłby rzeczywiście zdolny do właściwego prześwietlenia Palestyńczyków i potencjalnych dżihadystów, byłby Izrael. Przedstawiciele tego państwa są jednak dziś w Australii traktowani jak persona non grata. Niektórzy zostali wręcz pozbawieni prawa wjazdu.
Tymczasem kraje muzułmańskie, zwłaszcza sąsiedzi Izraela – Egipt i Jordania – odmówiły przyjęcia swoich palestyńskich „braci” jako uchodźców. Ktoś zapyta: dlaczego?
Według doniesień, król Jordanii Abdullah II powiedział: „Żadnych uchodźców w Jordanii, żadnych uchodźców w Egipcie.”
Associated Press cytuje prezydenta Egiptu Abdela Fattaha El-Sisiego:
„Masowy exodus groziłby przeniknięciem bojowników do egipskiego Półwyspu Synaj, skąd mogliby atakować Izrael, narażając na szwank pokój między naszymi krajami trwający już 40 lat.”
Czy to możliwe, że kraje muzułmańskie obawiają się importu dżihadystów do własnych krajów? Kraje Zachodu – w tym Australia – z jakiegoś powodu takich obaw nie podzielają. Równocześnie, dokumentowanych jest coraz więcej aktów jawnego antysemityzmu.
Australijski rząd został również oskarżony o prowadzenie zakulisowego planu przyjmowania do kraju radykalnych „narzeczonych ISIS”. Influencer Scott Driscoll napisał:
„To absolutna zdrada, że jakikolwiek australijski rząd, rzekomo działający w interesie obywateli, naszych wartości i bezpieczeństwa narodowego, w ogóle rozważa wpuszczenie tych ‘narzeczonych ISIS’ z powrotem do kraju! Nasze państwo nie może być dalej wykorzystywane jako jakiś chory, lewicowo-postępowy eksperyment społeczny.”
Były premier Tony Abbott wyraził podobne zdanie, tłumacząc, że kobiety, które porzuciły Australię dla ISIS, „nie mają moralnego prawa do powrotu”.
Już wcześniej pojawiały się niepokojące sygnały świadczące o lekceważącym podejściu australijskiego rządu do rosnącej nienawiści wobec Żydów – mimo przerażających wydarzeń z 7 października 2023 roku. Tego dnia Hamas i Palestyńczycy najechali pokojowe osiedla w Izraelu, mordując niemal wszystkich, których napotkali – mężczyzn, kobiety, dzieci, niemowlęta – torturując, gwałcąc, paląc żywcem, ścinając głowy i porywając zakładników do tuneli Gazy, jako łupy do dalszego szantażu i nadużyć.
Kilka tygodni później administracja Bidena opublikowała dokument potępiający nienawiść wobec Żydów, podpisany przez 36 krajów. W listopadzie 2023 r. w oświadczeniu tym nazwano atak Hamasu „barbarzyńskim”. Gdy specjalna wysłanniczka Departamentu Stanu USA ds. walki z antysemityzmem, ambasador Deborah Lipstadt, wezwała rząd Australii do podpisania dokumentu – ten odmówił.
Latem 2025 r., już za administracji Trumpa, rzeczniczka Tammy Bruce skomentowała:
„To był poważny sygnał, że mimo nacisków ze strony USA – i to nie chodziło przecież o zobowiązanie się do czegokolwiek – Australia odmówiła podpisu. Kraj, który najbardziej powinien się podpisać, nie zrobił tego.”
To smutna ocena australijskiego rządu lewicy.
Nic dziwnego, że podczas konferencji nt. antysemityzmu w Gold Coast w tym miesiącu, ocalała z Holokaustu Suzi Smeed nazwała rząd Albanese’a „wrogiem Żydów”.
Po przyjęciu przez Australię rzeszy muzułmańskich migrantów i masakrze z 7 października, nasiliły się głośne demonstracje propalestyńskie i antyizraelskie. To nie przypadek – twierdzi David May z Foundation for the Defense of Democracies; jego zdaniem rząd Australii „odwraca dziesięciolecia wyważonej polityki wobec Izraela”.
Zawłaszczając ikoniczne przestrzenie publiczne – Operę w Sydney, most Harbour Bridge czy plażę Bondi – dziesiątki tysięcy demonstrantów propalestyńskich, wspieranych przez masy „skrajnej lewicy”, zwróciły uwagę na eskalację nienawiści wobec Żydów w Australii.
Nie powinno zaskakiwać, że podczas demonstracji w lipcu 2025 r. pod parlamentem w Canberze, kilku radykalnych senatorów Partii Zielonych „przyłączyło się do antyizraelskich aktywistów podczas agresywnego protestu, na którym demonstranci eksponowali plakaty z Hitlerem.” Ministerstwo Spraw Zagranicznych Izraela zareagowało oświadczeniem:
„Wszystkie oskarżenia i pretensje powinny być kierowane do jedynej strony odpowiedzialnej za brak porozumienia w sprawie uwolnienia zakładników i zawieszenia broni: Hamasu, który rozpoczął tę wojnę i ją przedłuża.”
Australijski rząd nie skomentował ani protestu, ani publicznego eksponowania plakatów o tematyce nazistowskiej.
Irańsko-australijski komentator Pouria Mehrani stwierdził, że protesty przeciwko Izraelowi i na rzecz Hamasu i innych morderczych dżihadystów „żerują na ślepych emocjach… a ugrupowania lewicowe wykorzystują te emocje, by forsować własne agendy.” Efekt? Jak powiedział, „ich moralna bankructwo jest wystawione na widok publiczny.”
Wydaje się, że milcząca większość Australijczyków wreszcie ma tego wszystkiego dość – w największych miastach zorganizowano liczne demonstracje wspierające Australię i jej tradycyjne, zachodnie wartości.
Rząd Australii zdołał co prawda skrytykować wydarzenie w Sydney, określając je jako inicjatywę neonazistów. Minister Partii Pracy Murray Watt stwierdził:
„Stanowczo potępiamy dzisiejszy marsz ‘March for Australia’. To nie jest wydarzenie mające na celu budowanie harmonii społecznej... Nie popieramy takich zgromadzeń, które szerzą nienawiść i dzielą naszą wspólnotę.”
Tymczasem ten sam rząd zezwolił na przejście przez most Sydney Harbour Bridge marszu antyizraelskiego, w którym uczestniczyło 90 tysięcy osób, z których wiele wyrażało poparcie dla terroryzmu, a tym samym — pośrednio — dla nienawiści wobec Żydów.
7 września doszło do starć między demonstrantami antyizraelskimi a zwolennikami Izraela w dzielnicy Bondi Beach w Sydney; policja musiała interweniować kilkukrotnie. Rabin Yossi Friedman, który opublikował nagranie z bójki, na którym widać, jak funkcjonariusze rozdzielają protestujących, skomentował:
„Przyszli na Bondi Beach, gdzie mieszka wielu Żydów — przyszli tu celowo, by przynieść swoją nienawiść.”
Robert Gregory, dyrektor generalny Australijskiego Stowarzyszenia Żydowskiego, dodał:
„Bondi to miejsce, w którym znajduje się wiele synagog, restauracji koszernych i żydowskich biznesów — niektóre z nich były ostatnio celem incydentów antysemickich. Mając do dyspozycji ponad 100 plaż w Sydney, wybór właśnie Bondi był działaniem obliczonym na wywołanie podziałów i niepokojów.”
Takie akty jednak nie powinny nikogo dziwić. Nienawiść do Żydów była nieunikniona, mimo deklarowanego nacisku na „spójność społeczną”. Islamizm to ideologia napędzana nienawiścią — a im więcej członków ekstremistycznych grup islamskich trafia do danego kraju, tym więcej ataków na Żydów będzie miało miejsce.
Już w 1974 roku Houari Boumédiène z Algierii ujawnił na forum ONZ plan islamistycznej dominacji nad państwami Zachodu:
„Pewnego dnia miliony ludzi opuszczą półkulę południową i udadzą się na północną. I nie będą tam szli jako przyjaciele. Przybędą, by ją podbić. I podbiją ją swoimi synami. Łona naszych kobiet zapewnią nam zwycięstwo.”
Strategia ta dotyczy również Australii, której naiwna polityka pozwala na szeroko zakrojoną imigrację z islamskich stref wojny. Wbrew przekonaniom rządu, większość tych imigrantów nie zamierza się integrować, asymilować ani wnosić wkładu w spójność społeczną — czego dowodem są tłumnie organizowane marsze przeciwko Izraelowi i Żydom. Wielu z nich to ideologiczni przeciwnicy tradycji demokracji zachodniej. Ich plan, znany jako hidżra (migracja), zakłada „dzielenie się darem islamu” z otwartymi społeczeństwami — poprzez narzucenie prawa szariatu i szerzenie islamu na całym świecie.
To izraelski premier Benjamin Netanjahu zauważył:
„Gdy wrogowie przysięgają, że cię zniszczą — uwierz im.”
Australijski rząd Partii Pracy zdaje się jeszcze tego nie rozumieć.
W efekcie, australijskie dążenie do „spójności społecznej” jest całkowicie oderwane od rzeczywistości. To fantazja. Może była osiągalna do pewnego stopnia przed masowym napływem osób wrogo nastawionych do wartości Zachodu. Jednak dziś Australia, podobnie jak Francja, Wielka Brytania i Kanada, uznając fikcyjne państwo palestyńskie, jawnie narusza obowiązujące wymogi prawa międzynarodowego dotyczące państwowości.
Australijski rząd najwyraźniej wierzy, że islamofobia szkodzi spójności społecznej. Czego wciąż nie rozumie, to faktu, że islamofobia to pojęcie dwuznaczne — służy nie tylko tłumieniu uzasadnionej krytyki islamu, ale także zapobieganiu jakiejkolwiek krytyce tej religii już na starcie. To prawdopodobnie dlatego niektóre przypadki nienawiści wobec Żydów są wygodnie pomijane lub bagatelizowane. Dzięki swojej elastycznej definicji, pojęcie islamofobii skutecznie hamuje reakcje Zachodu wobec islamizmu.
Jak zauważyła rzeczniczka Departamentu Stanu USA, Tammy Bruce, Australia wydaje się bardziej zainteresowana powołaniem specjalnego wysłannika ds. walki z islamofobią niż przeciwdziałaniem antysemityzmowi — mimo że to Żydzi znacznie częściej padają ofiarami uprzedzeń niż muzułmanie. W rzeczywistości nie odnotowano w Australii przypadków ataków na muzułmanów na taką skalę, jakiej doświadczyła społeczność żydowska — nie było ataków bombowych na meczety ani masowych demonstracji wymierzonych w muzułmanów za sam fakt bycia muzułmanami.
W obecnych okolicznościach można więc wyciągnąć wniosek, że utopijna polityka spójności społecznej australijskiego rządu jest po prostu tchórzliwa i nierealistyczna. Zakłada ona naiwnie, że większość mieszkańców Australii chce przestrzegać wartości Zachodu, wywodzących się z klasycznego modelu liberalnej demokracji – otwartego społeczeństwa o ugruntowanych wolnościach obywatelskich – podczas gdy w rzeczywistości dzieje się coś zupełnie odwrotnego.
Wielu muzułmanów najwyraźniej nie chce się asymilować ani akceptować zachodnich norm społecznych; zamiast tego oczekują, że kraje, do których przybyli z własnej woli, dostosują się do nich – co wydaje się wynikać z doktrynalnego założenia, że islam jest jedyną prawdziwą religią i powinien dominować nad wszystkimi innymi.
Mosab Hassan Yousef, syn współzałożyciela Hamasu, tłumaczy:
„Hamas nie toczy wojny wyłącznie z Izraelem. Toczy wojnę z Żydami, chrześcijanami i samymi fundamentami cywilizacji… To nie jest polityka – to wojna religijna. Jej celem jest zastąpienie judaizmu i chrześcijaństwa radykalnym islamem. Jeśli świat tego nie zrozumie, wszyscy zapłacą cenę.”
Najwyższy czas, aby australijski rząd przejrzał na oczy i dostrzegł rzeczywistość – obecność islamistów nienawidzących Żydów i ich sympatyków w społeczeństwie – oraz wdrożył odpowiednie działania naprawcze. W przeciwnym razie pokojowa Australia wkrótce zacznie doświadczać rosnących niepokojów społecznych, podobnych do tych, które już mają miejsce w Europie i Wielkiej Brytanii. Australijczycy niestety zapłacą wysoką cenę za nieudolną i destrukcyjną politykę lewicowo-socjalistycznego rządu.
Netanjahu powiedział kiedyś:
„Najtrudniejszą decyzją, jaką musi podjąć każdy przywódca, jest udaremnienie zagrożenia, zanim się w pełni zmaterializuje.”
Słabi przywódcy Europy nie podjęli tej decyzji, co doprowadziło do katastrofalnego kryzysu społecznego w ich krajach. Pytanie brzmi: czy Australia pójdzie tą samą drogą uległości – drogą prowadzącą do utraty Zachodu?
Link do oryginału: https://www.gatestoneinstitute.org/21906/australia-social-cohesion
Gatestone Institute 15 września 2025